wtorek, 30 czerwiec 2009

The Poland prison experiment

Sytuacja w Polsce przypomina obecnie eksperyment Stanleya Milgrama przeprowadzony w Yale University na początku lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia. Milgram sprawdzał zdolność do popełniania czynów sprzecznych z sumieniem uczestników eksperymentu w sytuacji, kiedy osoba odgrywająca rolę autorytetu nakazywała złamanie powszechnie obowiązujących reguł postępowania.

W każdej sesji eksperymentu udział brały trzy osoby: "autorytet", "nauczyciel" i "uczeń".

Autorytetem w tej sytuacji był naukowiec przeprowadzający eksperyment. Uczestnikom - "nauczycielom" nakazywano stosowanie coraz większych wstrząsów elektrycznych, jeśli trzecia osoba biorąca udział w tym teście udzieliła złej odpowiedzi na zadane pytanie. Wstrząsów elektrycznych w rzeczywistości nie było, ponieważ "uczniem" był aktor udający bolesną reakcję na każdy wstrząs. Jednak "nauczyciel" o tym nie wiedział. 65 procent uczestniczących decydowało się na zastosowanie najwyższego wstrząsu napięcia 450 V, mimo że miało świadomość cierpień zadawanych "uczniowi". Kluczem do zadawania cierpień była spokojna, rzeczowa perswazja "autorytetu".

Jest to wynik zdumiewający i bulwersujący. Okazało się, jak łatwo było manipulować uczestnikami eksperymentu i skłonić ich do popełnienia czynów całkowicie sprzecznych z ich sumieniem i z powszechnie obowiązującymi normami postępowania.

Jaki to ma związek z Polską? Uczestniczymy właśnie w podobnym eksperymencie przeprowadzanym w Polsce. W eksperymencie Milgrama wzięło udział 40 osób. Tutaj uczestników jest prawie 40 milionów. Idea eksperymentu jest podobna. Jak łatwo jest skłonić przeciętnego Polaka do popełnienia czynów niezgodnych z jego sumieniem.

Rolę "autorytetu" odgrywają tu osoby występujące w mediach. "Nauczycielem" jest każdy Polak siedzący przed telewizorem, słuchający radia, czytający gazetę lub przeglądający portal internetowy. "Uczniami" są Jarosław i Lech Kaczyńscy, a szerzej (w uproszczeniu) - wszyscy, którzy w dużym stopniu zgadzają się z ich poglądami i ich opisem polskiej rzeczywistości.

Atak mediów ma zaprogramować Polaka do nienawiści wobec "ucznia". Ma skłonić go do śmiania się z rzeczy, które nie są śmieszne, do szydzenia z rzeczy, z których szydzić nie wolno. Ma skłonić go do utożsamienia się z agresywnym "autorytetem".

Jest to sprzeczne z całym dorobkiem polskiej tradycji, kultury, religii dominującej w Polsce, społecznie przyjętych i akceptowanych norm postępowania. Jest to sprzeczne z tym, co powszechnie uważa się za sumienie człowieka.

Próbka populacji, na której Milgram przeprowadził swoje badania była niewielka. 26 osób spośród 40 wszystkich uczestników zastosowało najmocniejszy wstrząs elektryczny. To za mała próbka statystyczna, by na tej podstawie uogólnić na całe społeczeństwo.

Zdumiewające jest jednak to, że w eksperymencie przeprowadzanym właśnie w Polsce odsetek zdolnych do wyrażania bezpodstawnej agresji i nienawiści pod dyktando "autorytetu" jest podobny. Jest to mniej więcej 65 procent społeczeństwa. Tyle mniej więcej osób poddaje się agresji płynącej z mediów.

Zamiast normalnego dyskursu społecznego i politycznego, także ostrego, ale w ramach tradycyjnych norm, jest zalew agresji i podjudzanie do nienawiści.

Gdyby przepytać każdego z osobna, ogromna większość stwierdziłaby, że w życiu stara się robić rzeczy dobre i pożyteczne, że stara się nie szkodzić innym, że odrzuca agresję. Jednak pod wpływem mediów daje się programować do agresji i powtarza schematy zła.

Wre głuchy rytm roboty funkcjonariuszy.

P.S. Tytuł wpisu jest adaptacją innego eksperymentu psychologicznego, w którym wykazano łatwość wzniecania agresji i tendecji sadystycznych: The Stanford Prison Experiment, przeprowadzonego w 1971 przez Philipa Zimbardo.

czwartek, 25 czerwiec 2009

Zagłuszarki na blogspot.com

Kiedy zacząłem prowadzić bloga Klient Nasz Pan, w witrynie blogerskiej blogspot.com zwrot klient nasz pan praktycznie nie istniał. A teraz zaroiło się od blogów, w których wyrażenie "klient nasz pan" pojawia się w tytule wpisów. Umieszczenie zwrotu w tytule wpisu poprawia jego ranking w algorytmie wyszukiwarki Google. Jeśli do blogów dodać odpowiednio wiele odsyłaczy z różnych internetowych witryn, blogi-zagłuszarki znajdą się odpowiednio wysoko w rankingu, spychając w dół rankingu cel zagłuszania.

O internetowym zagłuszaniu wspomniałem już wcześniej we wpisie Zagłuszanie w Internecie. Przykładów jest więcej.

Zagłuszanie w Internecie; Zagłuszanie bloga Klient Nasz Pan umieszczonego w witrynie blogerskiej blogspot.com; Internet jamming, blogspot.com and the jamming of the Klient Nasz Pan blog as an example

wtorek, 16 czerwiec 2009

Zaciekły atak Wyborczej

Gazeta Wyborcza prowadzi kampanię agresji nasyconą słowami przemocy przeciwko polskim sportowcom. Jest to część całej kampanii przeciwko Polsce, przeciwko sukcesom Polaków.

16 czerwca 2009

Gazeta Wyborcza kontynuuje swoją kampanię agresji przeciwko siostrom Radwańskim, 16 czerwca 2009


Agnieszka Radwańska po prostu wygrała mecz ze swoją siostrą Urszulą.

Jeśli jest wzmianka o Rosjance, Wyborcza koniecznie podkreśla urodę.
9 czerwca 2009



A 17 czerwca 2009 Wyborcza znów atakuje. Serbka Ivanović (Serbia jest sojusznikiem Rosji) przegrała mecz w pierwszej rundzie turnieju, ale za to ubloid podkreśla, że sesja zdjęciowa była śliczna:



I znów 17 czerwca 2009. Po południu Wyborcza w ataku propagandowym używa Rosjanki Kurnikowej:




Wre głuchy rytm roboty. Cała propaganda całą dobę.

A 18 czerwca 2009 atakują słowem "horror". Zgodnie ze schematem.



23 czerwca 2009
W tytule pojawia się słowo "złość". Z treści artykułu wynika, że sędziowe sędziowali niesprawiedliwie i kilkakrotnie podjęli decyzje ewidentnie niesłuszne. Ojciec Agnieszki stwierdził

Ale pierwszy set mógł być wygrany jeszcze szybciej, tylko że nie popisali się sędziowie, którzy kilka razy skrzywdzili Agnieszkę - mówił tuż po meczu trener Robert Radwański.



Kolejny atak Wyborczej na wizerunek Agnieszki Radwańskiej. A co piszą o Domachowskiej? Że prawie najpiękniejsza. Konsekwentna propaganda wspierająca Domachowską, Rosjanki i Serbkę Ivanović.

Ostatni obrazek bardzo dobrze ilustruje bełkot ubloidu. To rzekomo rubryka sportowa. A nie ma w niej praktycznie nic na temat sportu.

Sport traktowany jest w ubloidzie jako narzędzie walki propagandowej. Tak samo jak w partii komunistycznej. Jedynie środki wyrazu są nieco inne.

czwartek, 11 czerwiec 2009

Bełkot Ulasińskiego w prime time tv

8 czerwca 2009
Dziennik TVP 19:33

W wyborach do Parlamentu Europejskiego Prawo i Sprawiedliwość wygrało w województwach mazowieckim, kieleckim, lubelskim, małopolskim i podkarpackim.

Cezary Ulasiński, socjolog, komentuje ten wynik następująco

Tu trzeba pamiętać o tym komponencie takim ee... tradycyjno... że tak powiem... katolickim... chyba tak... i takim, który... w który uderza także ee... PiS i to, że tamto... tamta część społeczeństwa jest zdecydowanie starsza.
Średnia wieku w "tamtej" części społeczeństwa jest zdecydowanie wyższa niż w innych miejscach Polski? Bełkot.

Kuriozum. A można było milczeć. A redakcja Dziennika mogła to wyciąć. I po co tak się kompromitować?

Wygląda na to, że ta "młodsza" część społeczeństwa ma straszliwe problemy z logiką i skleceniem jednego lub dwóch sensownych zdań, które bez wstydu można byłoby puścić w tv.

środa, 10 czerwiec 2009

Jazgot ubekistanu

Ubloidy preparują coraz to nowe sztucznie dymane "afery". Najnowsza to rzekome pobicie osoby, która wystąpiła w spocie PiS.

Cała otoczka i cały mechanizm rozprowadzania tej sfałszowanej afery jest widoczny z daleka. Etap pierwszy został wykonany przez wyborami. Nagle pojawiły się artykuły o tym, że pani Cugier-Kotka siedziała Kurskiemu na kolanach. Ubloidy konsekwentnie przez parę dni wtłaczały ludziom do głów nowe nazwisko. "Nie miałam romansu z Kurskim", "Zobacz jak Cugier-Kotka uwodzi Kurskiego" itd.











Cugier-Kotka jest stylizowana na ofiarę przemocy domowej - tak wygląda na jednym ze zdjęć.

Trwa wściekły atak na wizerunek PiS. Kojarzenie przemocy domowej z PiS w mediach ubekistanu mieliśmy okazję oglądać podczas wywiadu Doroty Gawryluk z Jarosławem Kaczyńskim w Polsacie na początku lutego. Wtedy na pasku u dołu ekranu funkcjonariusze puszczali SMS-y rzekomo pochodzące od słuchaczy po audycji na temat bicia dzieci, którą nadano tuż przez wywiadem z Kaczyńskim.

Etap pierwszy operacji funkcjonariuszy zawsze polega na sztucznym lansowaniu jakiejś twarzy i wmawianiu, że jest ona twarzą PiS. Nieco później ta twarz jest kompromitowana poprzez umieszczenie jej w bardzo niekorzystnej oprawie skandalu.

Przy okazji ubekistan lansuje Kurskiego. Kurski służy do wypuszczania różnych pseudoafer i do osłabiania PiS. Jest bardzo potrzebny ubekistanowi.

Jarosław Kaczyński dał się nabrać i wypowiedział się publicznie na temat rzekomego ataku. A powinien był zignorować.

Nieustanny zaciekły atak ubekistanu na lidera PiS niczym się nie różni od ataku propagandy komunistycznej w PRL. Różnica polega tylko na tym, że teraz robią to dzieci i wnuki funkcjonariuszy reżimu totalitarnego.

P.S. Okładka z 21 czerwca 2009

Angora 20 czerwca 2009, okładka, Anna Cugier-Kotka, Jarosław Kaczyński, PiS, Donald Tusk, PO, Jacek Kurski

poniedziałek, 8 czerwiec 2009

Kraj rad

"Life has become better, comrades, life has become gayer."

Gazeta Wyborcza, 7 czerwca 2009

czwartek, 4 czerwiec 2009

Sex, Lies and Violence

Dziennik

4 czerwca 2009 w portalu dziennik.pl



Tego samego dnia w tym samym portalu wybielanie wizerunku dyktatora Jaruzelskiego metodą umieszczenia jego nazwiska w pozytywnym kontekście seksualnym: "pójść z gwiazdą do łóżka". To tytuł artykułu sąsiadujący z tytułem odnoszącym się do wypowiedzi córki Jaruzelskiego i jej zdjęciem. Nad tytułem artykułu o pójściu z gwiazdą do łóżka pojawia się zdjęcie kobiety w negliżu.

Jak widać, Kwaśniewską dołączono na drugim miejscu tej propagandowej wstawki, zaraz za córką Jaruzelskiego.



Nie trzeba tłumaczyć, że wybór ciepłego tytułu o Jaruzelskim to 100% wybór redakcji.

5 czerwca 2009

A następnego dnia nadal to samo. Propagandowej wre głuchy rytm roboty:

środa, 27 maj 2009

Szesnasta republika

26 maja 2009, 19:30
Główne wydanie Dziennika TVP.


Niemcy z rzetelnym rozliczeniem wojny zmagały się kilkadziesiąt lat.

Klaus Bachman: "W tej sferze publicznej, polityków, mediów, ekspertów i tak dalej, to jest wciąż bardzo kontrowersyjny temat."

Dla nas sojusz Hitlera ze Stalinem, a później napaść 17 września była czwartym rozbiorem Polski. Dla Rosjan - odroczeniem wojny z Hitlerem. My 17 września nazywamy agresją, Rosjanie - wyzwoleniem Białorusinów i Ukraińców.

Anatolij Torkunow, Moskiewski Państwowy Instytut Spraw Międzynarodowych:
"Nie chodzi o to, by przeceniać i źle oceniać pakt Ribbentrop-Mołotow, tylko o to, żeby nie pozwolić przede wszystkim na przekłamywanie historii i wychwalanie nazistów i esesmanów."

Najważniejsze, że w ogóle jednak rozmawiamy.

Dariusz Bohatkiewicz, Wiadomości.
Dziennik TVP propaguje kłamstwo wytworzone przez propagandę komunistyczną i kontynuowane przez propagandę dzisiejszej Rosji. Torkunow mówi otwarcie, że nie chodzi o to, by "źle oceniać pakt Ribbentrop-Mołotow". Leci ten tekst w głównym wydaniu polskich wiadomości telewizyjnych z głupawym komentarzem "najważniejsze, że w ogóle jednak rozmawiamy". Zdumiewające. Polskie stanowisko w sprawie 17 września jest bełkotliwie wspomniane jako czwarty rozbiór Polski, czyli jakaś nieprecyzyjna przenośnia. Nie ma zabitych, pomordowanych, wywiezionych do sowieckich obozów koncentracyjnych (w świetle oficjalnego stanowiska strony rosyjskiej należy je nazwać rosyjskimi obozami koncentracyjnymi). Nie ma setek tysięcy ofiar, zagrabionych majątków, sierot, rozbitych rodzin, traumy piekła sowieckiej okupacji. Jakby nie było tego ogromu zbrodni popełnionych przez ZSRR i akceptowanych przez dzisiejszą Rosję.

W tym kłamstwie bierze też udział TVP, bo zamiast przedstawić parę wypowiedzi osób, które przeżyły okupację sowiecką, na plan pierwszy wysuwa komentarz de facto aprobujący napaść sowiecką na Polskę.

Nieco później w tym samym Dzienniku relacja z amerykańskiego święta Memorial Day.
Josh (Josh Stieber) był w Iraku ponad rok. Na piechotę przez osiem miesięcy chce przemierzyć 11 stanów, przekonując każdego napotkanego, że pokój jest zawsze lepszy niż wojna. Ma swoją misję.

Josh Stieber: Kiedy wróciłem z Iraku, oddałem rządowi swój żołd i powiedziałem im "Jeśli chcecie, wsadźcie mnie do więzienia, ale nie chcę już więcej brać w tym udziału."

Weteranów z Iraku i tych z wojny w Wietnamie różni wiele. Ci współcześni mają zapewnione leczenie, o którym ich starsi koledzy nie mogli nawet marzyć. Mają wysokie ubezpieczenia, tamci często żebrzą o pieniądze [tu pokazany jest ktoś na wózku podający się za weterana i proszący o wsparcie finansowe], ale w Memorial Day cieszą się takim samym szacunkiem.

Państwo czasami zapomina o swoich bohaterach, ludzie nie zapominają nigdy. Amerykanie, niezależnie od tego, czy wojny popierają, czy też są przeciwko nim, wiedzą że decyzje o wojnach podejmują politycy, a żołnierze tylko walczą pod gwiaździstym sztandarem i za to należy się im szacunek.

Marcin Firlej, Wiadomości, Waszyngton.
Korespondencja Marcina Firleja mogłaby się ukazać bez żadnych zmian w dzienniku telewizyjnym państwa komunistycznego, jakim była PRL. Ten sam schemat propagandy: dobrzy żołnierze i źli politycy. Dobry prosty żołnierz (czytaj: proletariat) i źli burżuje. Widz ma zapewne pomyśleć, że Josh Stieber to typowy amerykański weteran z Iraku. Komentator tego nie mówi, ale przekaz jest oczywisty.

"Często żebrzą o pieniądze". Czyżby? Skąd to niby wiadomo?

"Państwo zapomina czasem o swoich bohaterach". Które państwo? Jeśli mowa o zapominaniu o bohaterach, mówmy o Polsce. Mamy legiony bohaterów, których pamięć próbowało unicestwić państwo komunistyczne, o których nadal nie chcą mówić funkcjonariusze mediów.

Puenta komentarza Firleja idealnie oddaje charakter propagandy komunistycznej: wbicie klina między społeczeństwo i jego reprezentantów wyłonionych w demokratycznych wyborach.

Josh Stieber był pracownikiem zawodowej armii USA. To coś innego niż żołnierz z poboru. Zmienił zdanie i zwolnił się z pracy? OK. To jeszcze nie powód, by pokazywać go w głównym wydaniu TVP. Byłoby na niego miejsce np. w godzinnym reportażu, w którym temat byłby przedstawiony szerzej.

poniedziałek, 25 maj 2009

Agresja Wyborczej

W Gazecie Wyborczej sport jest narzędziem wzbudzania agresji. Tytuły artykułów na temat Agnieszki Radwańskiej (i innych polskich sportowców odnoszących sukcesy) często zawierają słowa o znaczeniu negatywnym. Tutaj jest to pomściła. GW systematycznie próbuje niszczyć wizerunek rodziny Radwańskich. Celem jest wytworzenie u czytelnika negatywnych skojarzeń z nazwiskiem Radwańskich, a z postacią Agnieszki Radwańskiej w szczególności.

A o Robercie Kubicy GW niedawno napisała w tytule artykułu wściekły.


Artykuł otwierają słowa "Konfrontacje Radwańskich z siostrami Bondarenko". To nie konfrontacje, a zwykłe mecze sportowe, ale GW wybiera "konfrontacje", bo to słowo wspiera agresję.

P.S. Wre głuchy rytm roboty.

27 maja 2009



O wygranej Agnieszki Radwańskiej w pierwszej rundzie French Open: demolka.

Było "byt określa świadomość". Jest "język przemocy określa świadomość".

piątek, 22 maj 2009

Wrzask sztucznie nakręcony

Dziennik, Gazeta Wyborcza, kataryna.

Dobre przygotowanie pod zamknięcie bloga kataryny. Wrzask oczywiście pełni rolę zagłuszającą. Zadaniem tej sztucznej awantury jest również odpowiednie zaprogramowanie niezorientowanej opinii publicznej. Żeby później zostało ludziom w głowach "no tak... była jakaś awantura, atak i musiała zamknąć bloga". No bo jak długo można ciągnąć fałszywkę?

Parę dni wcześniej w blogu wo.blox.pl pojawił się odsyłacz do mojej wypowiedzi na temat kataryny - pisałem w 2007 i w 2008, że jest fałszywką. Praktycznie wszystkie większe ubloidy pisały wielokrotnie pochlebne artykuły na temat bloga kataryna.blox.pl. Zadziwiająca jednomyślność. I Wyborcza lansująca bloga rzekomo przychylnego PiS-owi... Ubaw po pachy.

Oto dwa moje wcześniejsze wpisy, w których piszę o socjotechnice funkcjonariusz kataryny:

Tzw. Kataryna

Socjotechnika fałszywki zwanej kataryną

Oczywiście, wrzask może posłużyć też innym celom. Wrzask jest uniwersalnym narzędziem manipulacji i ogłupiania. W powstałym zamieszaniu można załatwić to i owo.

środa, 20 maj 2009

Wyborcza, Rosja, dwa bratanki

Na pierwszej stronie papierowego wydania dzisiejszej Wyborczej zdjęcie Szarapowej z turnieju tenisowego Warsaw Cup w Warszawie. Kuriozum.

Turniej niezbyt wysokiej rangi. Mecz nawet nie o ćwierćfinał. Szarapowej nie ma dziś w pierwszej setce rankingu WTA - przez kilka miesięcy leczyła kontuzję - a oni ładują ją na pierwszą stronę. Typowe odwrócenie hierarchii wartości.

Od biedy można byłoby zaakceptować taki pierwszostronicowy pseudonews w Przeglądzie Sportowym, ale nie w dzienniku ogólnopolskim. Jednocześnie najlepsza polska tenisistka, Agnieszka Radwańska, sklasyfikowana na miescu 12 rankingu WTA, jest szykanowana przez organizatorów tego turnieju, którzy nie pozwolili jej zaparkować samochodu w pobliżu kortów i nie zapłacili kwoty ustalonej wcześniej z menedżerem Radwańskiej. Utrudniali start Radwańskiej, bo bali się, że wygra z Szarapową? Tytuł artykułu umieszcza nazwisko Radwańskiej w negatywnym kontekście, co jest typową dla ubloidów metodą ataku. Niewątpliwie rodzina Radwańskich jest obiektem ostrej negatywnej kampanii ubloidów. Mamy tego kolejny dowód.



Wyborcza już 13 maja umieściła zdjęcie Szarapowej na stronie głównej swojego portalu. Pisałem już kilkakrotnie, że Wyborcza w sposób maniakalny lansuje Szarapową i Anę Ivanović (Serbia).

Obie są lansowane jako super-piękności. Są ładne, ale bez przesady. Szarapowa ma urodę typową dla Rosji. W kraju pięknych Polek Szarapowa niczym nie imponuje. Taki uparty lans jest po prostu śmieszny.

Byłoby to ok w Rosji, ale nie w Polsce. Najlepszą polską tenisistką jest Agnieszka Radwańska. Zachowanie organizatorów tego turnieju tenisowego wskazuje na związki z Rosją. Zachowanie Wyborczej także.

niedziela, 17 maj 2009

Gdzie jest książka Diane Ackerman?

Ponad rok temu pisałem o ważnej książce Diane Ackerman The Zookeeper's Wife. Miała ukazać się w polskim tłumaczeniu we wrześniu 2008. Polskiego wydania nadal jednak nie ma. Co się stało? O polskim wydaniu książki autorka mówiła w programie amerykańskiego National Public Radio. Nagranie audycji można odsłuchać online lub pobrać w postaci pliku mp3 ze wskazanej witryny.

book by Diane Ackerman, The Zookeeper's wife

Irenę Sendler odkryły uczennice szkoły średniej w USA w stanie Kansas. Teraz Diane Ackerman odkrywa państwa Żabińskich. A funkcjonariusze mediów w Polsce starannie unikają tematu.

wtorek, 28 kwiecień 2009

Zimerman is no Paderewski

Following a surprising statement by Krystian Zimerman during his concert at the Disney Hall in Los Angeles on 26 April 2009, here is my letter to Mr. Zimerman.

Dear Mr. Zimerman,

We remember about Ignacy Jan Paderewski whose performing skills matched his political instinct.

Paderewski was a virtuoso pianist, a gentleman and a diplomat. You are a virtuoso but neither a gentleman nor a diplomat.

Sorry Mr. Zimerman, but you are not Paderewski. You are a great artist but a political fool (or worse).

Mr. Zimerman, did you protest the communist dictatorship in Poland before 1989? Did you protest against the Russian military bases all over Poland until the early 1990s?

Did you protest against the Russian invasion of Georgia? What about killings in Chechnya? Have you stood up in front of the audience in the 1980s and made a speech protesting the communist tanks on the streets of Warsaw? The killings of miners in the Wujek coal mine? The killing of father Jerzy Popiełuszko in 1984?

What do you think of the fact that the real perpetrators of those crimes have never been brought to justice?

Have you donated money to the families of those killed and persecuted by the communists? The victims of the communist crimes are still around us. It is not too late to make a statement and support them. This would be a much wiser political gesture than your foolish impromptu speech in LA.

This incident in LA made me read about Paderewski again. Here is an excerpt from a web page at http://info-poland.buffalo.edu/classroom/paderewski/tg.html. Interesting perspective on America, the world 90 years ago, and the Polish-American relations.

On February 22, 1916, in presence of President Woodrow Wilson, he gives a recital and a speech at the White House. Subsequently, he is asked by one of President Wilson's advisors for written material about Poland and arguments for its restoration.

Paderewski on the dais of the Polish Army training Camp at Niagara-on-the-Lake, Ontario

In 1917, at a convention of Polish Falcons in Pittsburgh, Paderewski calls for the formation of Polish Army which will fight alongside Americans in World War I. In Paris, he becomes a member of the newly formed Polish National Committee and is delegated to be its representative in the United States. Soon, the French government despatches a Polish-French mission to America to recruit volunteers to the Polish Army from among the two and a half million Polish immigrants in the United States.

Because the United States continues to be neutral, the training camp for Polish Army volunteers is established British Dominion of Canada, at Niagara-on-the-Lake, Ontario. Buffalo, NY, the nearest American city serves as a transit point for the volunteers. Paderewski visits the camp and addresses the troops. Later, after the U.S. declares war against the Central Powers (i.e.: Germany and Austria), a Polish Army training camp is also established on U.S. soil at Fort Niagara, located across the river from Niagara-on-the-Lake. Transhipped to France, units of the Polish Army see action of the Western Front.

February 10, 1919: Head of State, Marshal Pilsudski and Prime Minister Paderewski on the way to the opening of the newly elected Polish Parliament

In January 1918, President Wilson announces his 14 points. One of these calls for the reestablishment of a sovereign Poland. In April, the United States enters the conflict, and the dispatch of an American Expeditionary Force to France follows. The Central Powers are defeated and in November an armistice is signed ending the conflict on April.

In December, Paderewski journeys to Poland, stopping first in Poznan where he receives a hero's welcome. Upon his arrival in Warsaw, Marshal Pilsudski, the newly resurgent Poland's chief of state, asks him to accept the twin positions of Poland's Prime Minister and Foreign Minister. In the latter capacity, he is to represent Poland, together with Dmowski (the head of the Polish National Committee), at the Peace Conference in Paris. Both he and Dmowski become co-signatories of the Peace Treaty at Versailles on behalf of Poland.

piątek, 17 kwiecień 2009

Bronisław Wildstein

Nie tak dawno w programie Bronisława Wildsteina w TVP.

Andrzej Przewoźnik używa zwrotu "Zachodniej Białorusi i Ukrainy" na określenie wschodniej części Polski między I a II wojną światową.

Witold "Przestraszony" Kulesza opowiada o rzekomych postępach w sprawie Katynia.

Jakiś Rosjanin, który pojawił się nie wiadomo po co. Za czyje pieniądze?

Jakiś prawnik, który rzekomo przypadkiem się napatoczył, żeby prowadzić przed Trybunałem Europejskim w Strasburgu sprawę uznania zbrodni w Katyniu za ludobójstwo.

Wspomnienie o Adamie Rotfeldzie, który już jakoby widzi jakieś światełko w tunelu po stronie rosyjskiej w sprawie Katynia.

I im bardziej Kubuś Puchatek przyglądał się etykiecie na opakowaniu towaru "Wildstein", tym bardziej była ona niezgodna z zawartością...

środa, 15 kwiecień 2009

Socjotechnika bez zmian

Główna myśl zawarta jest w tytule. Reszta jest nieistotna.

piątek, 10 kwiecień 2009

"Życzliwy"

Nie jestem zainteresowany żadną formą współpracy.


Proszę mi niczego nie przysyłać. Na pytanie zadane przez autora maila
Czy moge wykorzystac Twoje informacje oczywiscie z odeslaniem do źródła.

odpowiedź jest negatywna. Wiadomości na tematy, o których pisałem, są powszechnie dostępne i nie są objęte żadną tajemnicą. Nic nie stoi na przeszkodzie, by po nie sięgnąć. Nie wyrażam zgody na wykorzystywanie zawartości mojego bloga.

Nic mi nie wiadomo o tym, by Platforma Obywatelska blokowała lokalne media.

Nie znam pana i nie rozumiem, dlaczego zwraca się pan do mnie per "Ty".

środa, 1 kwiecień 2009

Kontrolować liderów opinii

Jakiś czas temu pisałem o prowokacjach dokonywanych na forach dyskusyjnych w polskiej części Internetu np. jesienią 2007. Sprawiało to wrażenie gorączkowej rekrutacji i przesłuchiwania z pomysłów osób, które zaczynają przejawiać swą aktywność w przestrzeni publicznej.

Oto wymiana między mną a użytkownikiem Nurni. Proszę cierpliwie przeczytać do końca. Zaczyna się od tego, że wyrażam swoje wątpliwości co do zachowania niektórych osób w portalu pod nazwą "bunkier", do którego zostałem "zaproszony" na przełomie października i listopada 2007. Wspominałem o tym w paru wcześniejszych postach.

Do cytowanej wymiany zdań dopowiem dziś tyle, że i użytkownik Nurni i użytkownik Lista Obecności byli częścią tej samej grupy, która najpierw mnie "zaprosiła", a potem "straciła zaufanie" do mnie. Role były rozpisane tak, by udawać dyskusję, różnice zdań itp. Klasyka inwigilacji i prowokacji.

Proszę zwrócić uwagę na pochwały prowokatora w stronę "członków klubu Gazety Polskiej". Wygląda na to, że podstawową funkcją klubów Gazety Polskiej jest inwigilacja. Jest to zgodne z tym, co pisałem wcześniej o Gazecie Polskiej i jej szefie Sakiewiczu. Pisałem, że ta gazeta jest fałszywką.

Przedstawiona sprawa dotyczy jesieni 2007, ale jest stale aktualna, co widać i w tradycyjnych mediach i w Internecie.

Klient Nasz Pan do nurni@world.pl

Dzięki za wiadomość. Nie rozumiem parcia części osób na stowarzyszenie. I jakaś gorączkowość. Gdzie się pali? Pojawiają się jacyś nieznani ludzie, którzy mają dużo do powiedzenia i chcą zakładać struktury i głosować. Dla mnie to sygnał alarmowy. To prosty mechanizm: z jednej strony wmawianie ludziom, że PiS musi zmienić liderów, czyli rozwałka od góry. Z drugiej wpuszczanie ludzi aktywnych - tzw. liderów opinii - w kanał i wprowadzanie na manowce.

Niezależni blogerzy są znaczną siłą. Stąd taka chęć do skanalizowania ich. To jedyny niekontrolowany w pełni kanał medialny.

Żeby manipulować ludźmi, wystarczy kontrolować liderów opinii. Tłum pójdzie za liderem.

Piszę od niedawna i zdaję sobie sprawę, że nie muszę być obdarzony zaufaniem ani brać udziału w czymś tajnym.

Ludzie są najbardziej wiarygodni wtedy, kiedy realizują coś w dłuższym okresie i ich działania i słowa dają się zweryfikować.

Jak pisałem na forum, zauważyłem gorączkowe ruchy w S24 do namawiania do jakichś dziwnych inicjatyw (innych niż bunkier).

Ot weź niejaka derka. Rzuciła się na blogerów z zachętą, żeby dawać jej jakieś streszczenia, a ona "gazetę" będzie robić. Śmieszne. Tak to dzieci można werbować.

Było też kilka osób, które wykasowałem z komentarzy. Wśród nich niejaka artemida. Pytała "czy mam jakieś pomysły, żeby wyjść z tym szerzej". Śmieszne. Kto normalny tak pyta? Brzydko pachnie na odległość. Ktoś nieznany ni z gruszki ni z pietruszki tak wyjeżdża. Od razu zapaliła się lampka i ją wyłączyłem. Takich przypadków "prawdziwych ideowców" widziałem już sporo w S24. Podobnie prowokacje urządzała SB.

Inny dziwny przypadek: michael. Zajrzał do mnie, kiedy pisałem m.in. o TVN24 i betankach. Zaglądam do niego, a on krzyczy że TVN to rosyjska agentura czy jakoś tak.

Po prostu myślę, że najgłośniej krzyczą prowokatorzy. Dlatego wyciąłem jego komentarz u mnie.

Wśród linków u Maryli znajdziesz niejaką Joannę Mieszko-Wiórkiewicz, która latem drukowała łzawe opowieści o przywódcach RAF - Baader i Meinhof, terrorystach z lat 70. To było w stylu "ludzie, którzy zbłądzili, ale mają uczucia itp.". A jak sprawdziłem w sieci, okazało się, że pani JMW miała ciekawą karierę dziennikarską w PRL. W latach 80 wyjechała do Niemiec. Niejednego wówczas władza wysłała do Niemiec. Dziś pani JMW twierdzi, że była w PRL prześladowana. Tylko jakoś nigdzie nie ma śladu prześladowań.

Czasem się zauważa, czytając kogoś, że ten ktoś ma taki charakterystyczny rys autentyczności, co trudno jest podrobić. Ja tak odebrałem Twoje komentarze. Ty mogłeś tak odebrać to, co ja napisałem. Natomiast rzeczywiście trudno wierzyć komuś, kto funkcjonuje publicznie od niedawna. Sam zresztą się nie zgłaszałem, mając świadomość, że potrzeba czasu.

W bunkrze najdziwniejszy jest ten Jaku. Niczym się nie wykazał, a ile ma do powiedzenia i jaki przymilny. I da się zweryfikować. Dla mnie człowiek niewiarygodny.

W dyskusji w bunkrze wyraziłem wątpliwości. Namawiam do ostrożności. Choćby przez szacunek dla własnego czasu. Jeśli ktoś wystawi do wiatru czyjś długotrwały wysiłek, jest to bardzo przykre. Jeśli się robi coś na własny rachunek, jest pełna kontrola i spokój.

Na dziś najrozsądniejsze jest rozwijanie takich inicjatyw jak LO. Powinno być ich więcej. Włożenie wszystkich jaj do jednego koszyka jest bardzo, bardzo ryzykowne.

Jeszcze raz dzięki za wiadomość. Pozdrawiam. :)
nurni@world.pl do Klient Nasz Pan
od Mariusz
do Klient Nasz Pan
data 12 listopada 2007 02:41
temat Re:
wysłana przez world.pl

Przynajmniej dwie z osob z bunkra to czlonkowie klubu Gazety Polskiej - dla
nich dzialania realne to wartosc daleko wieksza niz chocby i tysiac blogow.
Ja to moge rozumiec.

Zeby za duzo nie pisac - zgadzam sie ze wszystkim co napisales odnosnie
jakiegos kaganca na glowy blogerow. Zreszta od dawna spodziewalismy sie
tego ze beda podejmowane jakies proby skanalizowania jedynego wolnego
przyczolka jakim jest siec.

Czerwone lampki zapalaja sie co i raz, ja jestem w sieci od 6 lat - w
wielkim skrocie: wszystko juz widzialem. Od koncesjonowanych prawicowcow,
zwyklych pieniaczy, gawedziarzy po konfidentow SB.

Przestalo mi sie w penym momencie podobac jak do bunkra trafily osobe ktore
co prawda mnie lubia (to pewien obiektywny fakt - nie udawany) za to ja
przy calej sympatii... w takie miejsce na pewno bym ich nie zaprosil. Bo
moga zawiesc.
Bo owszem pomoga, ale chyba dopiero wtedy gdy beda wiedzieli ze warto
przylaczyc sie do zwyciezcy etapu.

Derka czy Artemida to jakies cos. Tak wlasnie ich zapamietalem - jakies
cos.

Za Michaela za to gotow bym poreczyc, tak jak przed Michaelem gotow bym
poreczyc za Ciebie. Pewnym przeklenstwem albo jak kto chce
blogoslawienstwem prawej strony jest to ze wszyscy traktujemy swoje poglady
bardzo serio a "kompromis" to wyraz na "ch" czy "k". Skracajac: znam ten
typ pisania co u Michaela. To nie prowokator.

Co do dziennikarki z blogu Maryli - moge jedynie zrobic kwadratowe ze
zdziwienia oczy.
Probowales to jakos Maryli powiedziec?

Co do Jaku - nie mam juz najmniejszej watpliwosci. To nie kret, to nie
prowokator. To idiota. Moze sam odejdze, moze nie...
martwi mnie kilka innych osob ktorych nie znam. Zagladaja - nie odzywaja
sie. nie tesknie za widownia w tym miejscu, a za widomnia kompletnie mi nie
znana nie tesknie w szczegolnosci. Troche zaluje ze nie dosyc mocno
przekoywalem Kukiego by przeprowadzal jakas weryfikacje - chlopak uznal ze
zapraszamy my. Prawdopodobnie uznal wszyscy sa piekni mlodzi z samochodem i
tak dalej.

Bardzo dziekuje za wpis o bardzo konkretnej incjatywie jaka jest pisanie
listow poleconych :)
To pomysl zadziwiajacy prosta, a zarazem bron wielorakiego przeznaczenia.
Mozna wyrazic protest, mozna "tylko" domagac sie informacji.
Gdybys kiedys mial jakis konkret - to jestem.

pozdrowienia

Klient Nasz Pan do nurni@world.pl
Dzięki za wyjaśnienia.

Dobrze, jeżeli michael jest ok. Po prostu wolałem się sparzyć niż ryzykować skojarzenie z kimś, kogo chwilami nie rozumiem i nie wiem, czy nie prowokuje.

Działanie w realu - ok. Ale spokojnie. Nie na hura. Przyjdą jacyś ludkowie w stylu Jaku i po ptakach. W realu można np. przechadzać się z tablicami o niewygodnej treści. Albo tylko ze zdjęciami. Przechodzisz i znikasz. Nie manifestacja. Spacer po ruchliwej ulicy, na dworcu. Powtarzasz, co jakiś czas. Sprytnie znikasz. To mogą robić różne osoby na zmianę. Nie trzeba do tego wielu osób. Potrzebne do tego są osoby w obstawie, żeby idącemu się nic nie stało. Aparat fotograficzny, ewentualnie kamera w pogotowiu. Coś w rodzaju happeningu politycznego. W milczeniu.

Takie spacery można potem, ale nie od razu, pokazywać na wideo w sieci. Właśnie jako happening polityczny. Nie zauważyłem, żeby ktoś to u nas stosował. Raczej wszyscy głośno krzyczą. :) A tu siła spokoju. :)

Ja zresztą nie bardzo mam czas na zabawy w realu. Rzadko. Chyba że wysłać list i pójść z workiem do lasu po śmieci. :) Albo zrobić zdjęcia jakichś miejsc.

Co do "konspiracji" w bunkrze - zbyt szerokie grono. Żeby poprosić o pomysły, wystarczy wysłać maila wyznaczonym osobom. A tu czytam o szerokim naborze. :) I rzeczywiście nie wszystkie miłe osoby muszą być w czymś takim.

Ja uznaję kompromisy. Moim zdaniem jakieś nowe inicjatywy to powinien być proces naturalny.

O tamtej JMW może wyślę Maryli maila. U FYM-a też był odnośnik do niej, ale chyba zniknął.

Tak sobie myślę, że jeśli będę miał czas na przetestowanie pewnego pomysłu i uznam, że dobrze się prezentuje, napiszę o tym. Gdybym napisał o tym np. w bunkrze, to i tak niczego nie zmieni, bo nie widziałem tam nikogo, kto by się otarł o to, co mam na myśli. Nie jest to wielka rzecz, ale pożyteczna. To byłby mój wkład na razie. Ale powiem wtedy, kiedy będzie na co spojrzeć.

Pozdrowienia
nurni@world.pl do Klient Nasz Pan
Mariusz
do Klient Nasz Pan
data 20 listopada 2007 11:58
temat Re:
wysłana przez world.pl

Dowiedzialem sie w znanym Ci miejscu ze zostales skreslony i to skreslony
na wniosek "osoby wprowadzajacej".
Poniewaz pamietam kto Ciebie zaproponowal, bylem to ja, poprosilem o
wyjasnienia.

Dziwne. Najdelikatniej mowiac dziwne.

Klient Nasz Pan do nurni@world.pl
To bardzo dziwne.

Czy to oznacza, że zlikwidowano moje konto w 'znanym nam miejscu' i nie będę mógł się tam zalogować?

C1

nurni@world.pl do Klient Nasz Pan
Mariusz
do Klient Nasz Pan
data 20 listopada 2007 14:13
temat Re:
wysłana przez world.pl

W miedzyczasie dowiedzialem sie ze nie tylko ja Ciebie polecalem przeto
"wprowadzajacym" byla rowniez inna osoba. Taki otrzymalem mail, wiec usta
mam zasznurowane.

Zrezygnowalem, do zobaczenia w innych miejscach.

MM

niedziela, 29 marzec 2009

Zagłuszanie w Internecie

W PRL władze komunistyczne zagłuszały audycje radiowe docierające z wolnego świata. Minęło trochę czasu, a zagłuszanie nadal jest wykonywane, tyle że nie na falach radiowych, a w Internecie.

Zagłuszarki, klient nasz pan, Salon24, Adam Michnik, Gazeta Wyborcza

Dziś odpowiednikiem fal radiowych z drugiej połowy dwudziestego wieku jest Internet, a zwłaszcza wyszukiwarki internetowe i portale społecznościowe.

środa, 25 marzec 2009

Operacja unicestwienie prezydenta

Gazeta Wyborcza systematycznie realizuje operację niszczenia wizerunku i osobowości prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Sposób realizacji destrukcji typowy dla komunistycznych służb specjalnych: totalna destrukcja wszystkiego, co wiąże się z Lechem Kaczyńskim. Powtarzanie obelg ma taki właśnie cel. Jednocześnie wychwalany jest Putin poprzez zestawienie go w pozytywnym kontekście wypowiedzi pani Bardot. To, co zwykle zagrzebane jest w plotkarskich rubrykach niepoważnych pisemek w Wyborczej jest umieszczone w najważniejszym panelu całego portalu gazeta.pl. Tu się rozgrywa operacja przeciwko Polsce i polskiemu społeczeństwu.

Gazeta Wyborcza, Adam Michnik, ubloid, socjotechnika, propaganda

Trwa również operacja przeciwko polskim sportowcom osiągającym sukcesy. Urszula Radwańska awansowała do turnieju głównego w Miami, gdzie trafia na Chinkę z 40 miejsca w rankingu WTA (U. Radwańska jest w okolicy 80 miejsca rankingu). Normalna rzecz w silnie obsadzonym turnieju. Gdyby wygrała z Chinką, może trafić na tenisistkę z pozycji 30. Normalna rzecz. Dlaczego zatem Gazeta Wyborcza używa słów "Bardzo złe", pisząc o losowaniu? Celem jest oblepianie sukcesów Polaków słowami, które są negatywne, wzbudzają nieprzyjemne skojarzenia i pomniejszają osiągnięcia polskich sportowców.



Kto się boi sukcesów polskich sportowców i zachęty dla innych, jaka z nich płynie?

sobota, 21 marzec 2009

Funkcjonariusze Dziennika

Dziennik wspomina dzisiaj półgębkiem o Norbercie Wojnarowskim, pośle Platformy Obywatelskiej i jego handlu długami służby zdrowia.

Czy posłowie popadają w konflikt interesów? Poseł Norbert Wojnarowski z Dolnego Śląska działa w kilku firmach, a jednocześnie w sejmowej komisji skarbu nadzorującej państwowe firmy. Miesiąc później pracę w spółce Ecoren, która jest własnością kontrolowanego przez państwo holdingu miedziowego KGHM, otrzymała jego żona. "Newsweek" ujawnił, że poseł jest współautorem ustawy pozwalającej przejmować szpitale za długi. Co ciekawe, był również udziałowcem firmy handlującej wierzytelnościami służby zdrowia.
Piszą przy tym, że to Newsweek pierwszy napisał o Wojnarowskim. Kłamią, ponieważ pierwszy o Wojnarowskim napisał w tym blogu Klient Nasz Pan i powiadomił o tym portal newsweek.pl:

sobota, 12 lipiec 2008 Newsweek.pl odkrywa odkryte

niedziela, 13 lipiec 2008 Odpowiedź redakcji Newsweeka

Przed napisaniem dzisiejszego artykułu funkcjonariusze Dziennika czytali w ostatnich paru dniach moje posty o Wojnarowskim. Czytali także moją wymianę korespondencji z Janem Osieckim, który napisał wzmiankę o Wojnarowskich w lipcu. Krótki artykuł o Wojnarowskich wisiał w portalu newsweek.pl 10 lipca 2008 zaledwie pół dnia, po czym został usunięty.

O Norbercie i Marku Wojnarowskich pisałem od listopada 2007.

Jeśli szukacie materiału instruktażowego, jak bąknąć coś na jakiś temat, ale prawdy nie powiedzieć, to przypadek pracowników koncernu Axel Springer (Newsweek i Dziennik) jest przypadkiem klinicznym:

1. Piszą o Wojnarowskim tak, aby ujawnić jak najmniej. Temat kompromituje Platformę Obywatelską, bo władze tej partii doskonale wiedziały od dawna, kim jest i czym się zajmuje Norbert Wojnarowski. Działa przecież na terenie Grzegorza Schetyny (podobnie jak Beata Sawicka, Tomasz Misiak, Jarosław Duda, Piotr Borys i wielu innych) i swój błyskawiczny awans w PO zawdzięcza właśnie Schetynie.

2. Wiedząc o moim pierwszeństwie w publikowaniu na ten temat poszli w zaparte.

Zadajcie sobie pytanie

dlaczego ubloidy piszą o ważnych sprawach dopiero wtedy, kiedy nie da się już dłużej chować informacji przed społeczeństwem?