niedziela, 7 lutego 2016

List Małgorzaty Głuchowskiej do Prokuratora Generalnego 16 stycznia 2016

Małgorzata Głuchowska

Andrzej Seremet
Prokurator Generalny
ul. Rakowiecka 26/30
02-528 Warszawa

Zielona Góra, 16 stycznia 2016

Szanowny Panie Prokuratorze,

Informuję o łamaniu prawa przez przedstawicieli Prokuratury.

19 stycznia 2012 zgłosiłam się do Prokuratury Rejonowej w Zielonej Górze w towarzystwie męża. Po wejściu do budynku zza kontuaru podniósł się rosły mężczyzna. Pełnił funkcję recepcjonisty. Zapytałam, gdzie powinnam się zgłosić w celu złożenia zeznań. Okazało się, że dzień pracy prokuratury miał się ku końcowi i było już za późno, by cokolwiek załatwić. Mężczyzna dopytywał, w jakiej sprawie przyszłam i czego oczekiwałam po spotkaniu z prokuratorem.

23 stycznia 2012 zgłosiłam się do Prokuratury Rejonowej po raz drugi. Również tym razem towarzyszył mi mąż.

Człowiek z portierni skierował nas do niewielkiego pomieszczenia, gdzie znajdowały się krzesła i kazał czekać. Po kilku minutach poinformował, że możemy już udać się do prokuratora, który mnie przesłucha. W trakcie rozmowy z nami beztrosko chrupał dorodną marchewkę. Jego lekceważąca postawa była bardzo czytelna. Prokuratura przekazywała nam komunikat, że nie jesteśmy godni szacunku. Oni i my to dwie różne klasy ludzi. To pierwsze wrażenie potwierdziło się później w zupełności.

Przyjął mnie prokurator P. J. O godzinie 11.00 rozpoczęło się przesłuchanie, które trwało do 12.30. Zeznawałam w obecności mojego męża. W tym czasie przesłuchujący odebrał kilka telefonów, które według niego dotyczyły ważnych spraw służbowych. Opowiedział także historyjkę o pewnej pani dyrektor, która dokonała malwersacji finansowych w szkole, a później została skazana i trafiła do więzienia. Opowiastka miała mnie rozzuchwalić w stawianiu zarzutów. Podczas przesłuchania usiłował nakłonić mnie do wysunięcia zarzutu, że dyrektor szkoły przywłaszczyła pieniądze. Bardzo mnie to zdziwiło i zaniepokoiło.

W ciągu kolejnych dni wielokrotnie telefonowałam do prokuratury, by dowiedzieć się, czy moja sprawa została opatrzona sygnaturą i czy rozpoczęto postępowanie.

Ponownie zgłosiłam się do prokuratury 8 lutego 2012. Zrobiłam to z własnej inicjatywy. Tym razem przesłuchiwał mnie prokurator P. S. Przesłuchanie rozpoczęło się o 9.55. Od momentu przekroczenia progu pokoju czułam się jak intruz. Prokurator sprawiał wrażenie osoby, która jest bardzo zajęta, spieszy się i jest bardzo niezadowolona z mojej obecności. Od samego początku był arogancki i napastliwy. Systematycznie przerywał moje wypowiedzi, przeszkadzając w spokojnym, racjonalnym i jasnym formułowaniu zdań. Podczas przesłuchania wielokrotnie odbierał telefon. Z jego słów można było odnieść wrażenie, że rozmawia z partnerką życiową.

W liście z 14 listopada 2012 skierowanym do premiera D. Tuska, dotyczącym opisu nie-funkcjonowania państwa polskiego, napisałam:

„(...) Pierwsze przesłuchanie przebiegało spokojnie, ale już wtedy pojawiły się niepokojące sygnały. Mianowicie prokurator próbował nakłonić mnie do zmiany moich zeznań. Przesłuchanie w obecności drugiego prokuratora, który ostatecznie przejął sprawę, było dla mnie kolejnym traumatycznym przeżyciem, które miało prawdopodobnie spowodować, żeby ostatecznie odechciało mi się kontaktów z prokuraturą. Prokurator był arogancki i napastliwy. Nieustannie przerywał moje wypowiedzi, przeszkadzając w spokojnym, racjonalnym i jasnym formułowaniu zdań. Czułam się, jakbym to ja była przestępcą, a nie osobą zawiadamiającą o przestępstwie (...)”

Po zakończeniu przesłuchania prokurator poinformował mnie, że jeśli chciałabym jeszcze coś dodać, mogę to oczywiście uczynić. Poinformowałam go, że w związku z wyjazdem dalszą część zeznać prześlę pocztą.

Kolejną porcję zeznań popartą materiałem dowodowym przesłałam prokuratorowi 14 lutego 2012 pocztą kurierską. Moje zeznania dotyczyły m.in. postępowania funkcjonariuszy Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego z Warszawy i Bydgoszczy.

W piśmie z 22 lutego 2012 prokurator Prokuratury Rejonowej w Zielonej Górze, P. S. odmówił wszczęcia dochodzenia.

Prokurator P. S.

  1. Sfałszował zeznania Małgorzaty Głuchowskiej pisząc w Postanowieniu o odmowie wszczęcia dochodzenia z 22 lutego 2012, że:
    „W dniach 23 stycznia i 8 lutego 2012 Małgorzata Głuchowska zawiadomiła Prokuraturę Rejonową w Zielonej Górze o tym, że dyrektor Szkoły Muzycznej I i II stopnia w Zielonej Górze przywłaszczyła sobie pieniądze będące własnością Rady Rodziców przy PSM I i II stopnia w Zielonej Górze (...)”
  2. Zupełnie pominął moje zeznania w formie pisemnej wysłane pocztą kurierską 14 lutego 2012,
  3. Zupełnie pominął kwestie psychicznego znęcania się nade mną i fałszowania dokumentacji.

Na końcu postanowienia stwierdził:

„(...) W trakcie postępowania sprawdzającego nie stwierdzono, by Małgorzata Głuchowska była osobą nie posiadającą pełnej zdolności do czynności prawnych, bezradną, cierpiącą niedostatek i tym samym niezdolną podołać roli oskarżyciela prywatnego. W związku z tym należy uznać, że brak jest interesu społecznego w objęciu ściganiem z urzędu postępowania w niniejszej sprawie(...)”

Z interesem społecznym jest tak, jak z dynamiką rewolucyjną w bolszewickiej Rosji. Jeśli poszkodowanym jest liszeniec, czyli w języku konstytucji PRL z 1952 roku człowiek nienależący do „ludu pracującego miast i wsi”, wówczas dynamika rewolucyjna pracuje tak, że stać na straży prawa się nie opłaca. Co innego, kiedy ściganym jest tenże liszeniec właśnie. Wówczas wszystko, co liszeniec powie, zostanie użyte przeciwko niemu, a każdy jego dobry uczynek zostanie surowo ukarany.

Po raz czwarty pojawiłam się w zielonogórskiej prokuraturze 5 marca 2012 celem zapoznania się z całym materiałem związanym ze sprawą. Skierowano mnie do pokoju, w którym mogłam zajrzeć do akt. Kiedy przeglądałam dokumenty i robiłam notatki, do pokoju wszedł prokurator P. S. Zajął pozycję w odległości kilku metrów ode mnie, opierając się o parapet okna i bacznie mnie obserwował. Poza obserwowaniem mnie nie wykonywał innych czynności. Nie rozmawiał z nikim. Brak było racjonalnych przesłanek jego obecności w tym pokoju. Z kontekstu sytuacji było jasne, że celem tego zachowania było wywarcie presji na mnie. Kiedy zwróciłam się do kobiety obecnej w pokoju z prośbą o sporządzenie kopii wybranych przeze mnie dokumentów, ta zaczęła mnie przekonywać, że ksero w prokuraturze jest tak drogie, że nie warto wydawać pieniędzy.

Prokurator P. S.

  1. Umożliwił kontynuację zorganizowanych działań przestępczych w celu dokonania mordu społecznego na Małgorzacie Głuchowskiej,
  2. Dzięki umożliwieniu kontynuacji działań przestępczych w istotny sposób przyczynił się do późniejszego zwolnienia jej z pracy w wyniku prowokacji, w której brały udział osoby wymienione w piśmie z 16 grudnia 2015: dyrektor Państwowej Szkoły Muzycznej I i II stopnia w Zielonej Górze i osoby związane z Wojewódzkim Ośrodkiem Medycyny Pracy w Zielonej Górze,
  3. De facto aprobował działania przestępcze.

Z punktu widzenia ofiar działań przestępczych jest nieistotne, czy prokurator kontaktował się bezpośrednio z osobami dokonującymi czynów zabronionych. Istotne jest to, że dokonał wyboru, by nie chronić ofiary i nie działać w interesie państwa. Niepodjęcie działania nie było decyzją neutralną. Decyzja ta skutkowała pogłębieniem patologii i przyniosła negatywne skutki mnie i mojej rodzinie.

Równolegle prowadzono działania przestępcze przeciwko mojej córce i mojemu mężowi. 7 i 8 lutego lutego 2012 przeprowadzono prowokację przeciwko niej w Zespole Edukacyjnym nr 1 przy ul. Truskawkowej 12 w Zielonej Górze. Prowokacje przeciwko mężowi organizowano na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Ich celem było doprowadzenie do usunięcia go z pracy na UAM. Dr hab. L. B. otrzymał wypowiedzenie z pracy 29 października 2015.

Z poważaniem,
Małgorzata Głuchowska