środa, 13 czerwca 2018

Otwarcie projektu w portalu ResearchGate

4 czerwca 2018 otworzyłem projekt Critical Narrative Analysis, Organized Social Violence, Criminal State w portalu researchgate.net. Dwa lata temu utworzyłem witrynę www dla tego projektu pod adresem lsborkowski.com/pol/. Po polsku: Krytyczna Analiza Narracji, Zorganizowana Przemoc Społeczna, Państwo Przestępcze.

czwartek, 12 kwietnia 2018

Trust 2018

W poniedziałek 26 marca 2018 ogłoszono, że premier Morawiecki otrzymał nagrodę im. Lecha Kaczyńskiego. Transmisję telewizyjną na żywo nadawały kanały TVP Info i Polsat. Zebranie odbyło się w sali konferencyjnej stadionu X-lecia PRL, po przebudowie nazwanego Narodowym. Padło tam, jak zwykle, mnóstwo fałszywych słów.


Powiedziano na przykład, że Morawiecki był torturowany przez Służbę Bezpieczeństwa, której funkcjonariusze chcieli, by ujawnił miejsce ukrywania się swego ojca. To oczywiście bzdura. Ojciec Mateusza, Kornel, nie ukrywał się, bo nie miał powodu. Mateusz nie był torturowany. Przeciwnie. Morawieccy byli rodziną z najwyższą komunistyczną klauzulą zaufania i dlatego przydzielono im znaczące role publiczne. Ruch związkowy Solidarność był komunistyczną operacją typu Trust.

Te same uwagi odnośnie klauzuli najwyższego zaufania władz komunistycznych dotyczą Kaczyńskich.

piątek, 8 grudnia 2017

Pełna odpowiedzialność

10 maja 2016 wysłaliśmy liczący 18 stron list do Ministra Sprawiedliwości. Jest on opisem zorganizowanych działań przestępczych przeciwko naszej rodzinie w ciągu wielu lat. Kopie tego listu otrzymali Premier, Prezydent, prezes partii rządzącej, Minister Nauki, Minister Kultury, Minister Zdrowia. Na list nie było reakcji. Oczywiście władze państwa nie mogą udawać, że ich nie ma. Są i ponoszą pełną odpowiedzialność.

piątek, 1 grudnia 2017

Zamienił stryjek

W sierpniu 2017 zmieniono w Kołobrzegu nazwy trzech ulic. Ulica Walki Młodych otrzymała nazwę aleja świętego Jana Pawła II. Związek Walki Młodych to nazwa młodzieżowej organizacja komunistycznej w latach 1943-48, odpowiednik sowieckiego Komsomołu.


Zmieniona została też nazwa ulicy Kniewskiego, komunistycznego zamachowca, który został stracony w 1925 za próbę zabicia policjanta. Przez wiele na ulicy Kniewskiego partie Prawo i Sprawiedliwość i Platforma Obywatelska miały swoje biura poselskie. Jak widać, nazwa im nie przeszkadzała.

wtorek, 7 listopada 2017

Bolszewickie fiku miku

W witrynie internetowej 11 Lubuskiej Dywizji Kawalerii Pancernej znajduje się strona poświęcona jej historii. Dywizja wywodzi się z 11 Dywizji Piechoty III Armii komunistycznej. Formowanie 11 DP rozpoczęło się w październiku 1944 w rejonie lubelskim. Po prawie trzech miesiącach została rozwiązana. Wcześniej przerwano też formowanie III Armii.

Ponownie tworzona była w marcu 1945 w okolicach Łodzi. Później otrzymywała miano zmotoryzowanej, zmechanizowanej, pancernej, ponownie zmechanizowanej i wreszcie w 1992 dywizji kawalerii pancernej.

W 1967 zdecydowano, że dywizja będzie kontynuować "tradycje" 1. Drezdeńskiego Korpusu Pancernego II Armii komunistycznej z czasu końca II Wojny Światowej.

W 1983 komuniści nadali dywizji imię Króla Jana III Sobieskiego.

W witrynie znajduje się też deklaracja, że od 13 lipca 1992 dywizja stała się "bojowych tradycji 1. Polskiej Dywizji Pancernej dowodzonej na froncie zachodnim II wojny światowej przez generała Stanisława Maczka. Jednocześnie nadal kontynuowano tradycje 1. Drezdeńskiego Korpusu Pancernego frontu komunistycznego.

1 września 2003 dołożono w nazwie dywizji miano "Lubuska".

Artykuł o historii dywizji ilustrowany jest obficie zdjęciami polskich żołnierzy Wojska Polskiego na froncie zachodnim, które było podległe rządowi polskiemu na uchodźstwie w Londynie.

Deklaracja o kontynuacji tradycji 1. Polskiej Dywizji Pancernej jest oczywiście fałszerstwem.


niedziela, 22 października 2017

Mosty donikąd

Parę dni temu zajrzałem na stronę internetową projektu Knowledge Bridges Between Poland, Britain and Europe, prowadzonego w roku akademickim 2016-17 w St Antony College w Centrum Badań Europejskich (European Studies Centre) Uniwersytetu w Oksfordzie. Z przykrością muszę stwierdzić, że nie znalazłem tam niczego godnego uwagi. Program sprowadza się w zasadzie do podtrzymywania narracji komunistycznej/rosyjskiej. Nie pojawiły się tam żadne ważne pytania.

W pierwszym zdaniu informacji o programie czytamy

Nearly 30 years after its democratic breakthrough, Poland poses a puzzling and fascinating case for scholars, public intellectuals, and journalists.

To zdanie oznacza głęboką, fundamentalną porażkę badań Polski i całego regionu Europy Wschodniej. Niestety, University of Oxford nie jest osamotniony w tej porażce.

---

English version of this post.

środa, 13 września 2017

List Dra Hab. Lecha Borkowskiego do Prorektora Uniwersytetu w Poznaniu 9 Czerwca 2011

Prof. Andrzej Lesicki
Prorektor
Uniwersytet im. Adama Mickiewicza
Poznań

Poznań, 9 czerwca 2011

Szanowny Panie Profesorze,

Przekazuję Panu swoje uwagi odnośnie dyskryminacji, z jaką się spotkałem na UAM i szerzej – w Polsce. Jest to mały wycinek znacznie większej całości. Tę garść uwag piszę z bólem i przykrością.

W 1995 uzyskałem doktorat z fizyki na University of Florida w Gainesville (Florida, USA). Jest to uczelnia z pierwszej setki rankingu szanghajskiego. Tamtejszy wydział fizyki to czołówka światowa. Również mój promotor, Peter Hirschfeld, to bardzo znany fizyk o wielkim dorobku. Powracając w 1995 do Polski, miałem nadzieję na rozwój, współpracę i przyzwoitą karierę. Moje prace z Hirschfeldem były już wtedy zauważone i bardzo dobrze cytowane w bardzo dobrych czasopismach, także przez laureatów Nagrody Nobla. W Polsce jednak spotkała mnie dyskryminacja i stagnacja.

Od powrotu aż do dziś nie mogłem prowadzić zajęć z fizyki ze studentami specjalności fizyka. Za pomocą sprytnych manewrów wepchnięto mnie w nauczanie przedmiotów informatycznych, co wiązało się z dodatkowym dużym wysiłkiem z mojej strony, kosztem moich własnych badań oczywiście.

Kiedy zgłosiłem w ubiegłym roku dwa wykłady i seminaria po angielsku (zajęcia monograficzne, czyli do wyboru przez studentów), znów spotkały mnie manipulacje. Nawet na planie zajęć nazwa moich zajęć została skrócona tak, żeby się nie można było zorientować, co to za zajęcia. Godziny zajęć zostały ustalone z opóźnieniem, co praktycznie wykluczało jakiekolwiek szanse na przeprowadzenie zajęć. Nawet liczbę godzin na planie wpisano błędnie. Dość powiedzieć, że termin zajęć został ustalony już po rozpoczęciu roku akademickiego! Gdyby ktokolwiek był jeszcze chętny na te zajęcia, pierwszą szansę kontaktu miał dopiero w drugim tygodniu semestru. Jeśli zajrzeć na strony uniwersytetów amerykańskich, to widać, że dni i godziny zajęć są ustalone z półrocznym wyprzedzeniem.

Kiedy pytałem personel dziekanatu o przyczyny tej serii błędów, nie uzyskałem odpowiedzi. Zaś niedługo potem, jeszcze tego samego dnia, dziekan wezwał mnie do siebie do gabinetu, gdzie w obecności mojego bezpośredniego przełożonego, prof. Z. Jacyny-Onyszkiewicza, brutalnie mnie zaatakował, pomawiając o zastraszanie pracowników dziekanatu! Próbował sprowokować mnie do emocjonalnej reakcji, którą zapewne wykorzystałby przeciwko mojej osobie. Przez dłuższy czas prawie krzyczał, nie dopuszczając mnie do głosu. Było to poniżające. Byłem o coś oskarżany, ale nie wiadomo o co. Poprosiłem o konkrety i sformułowanie oskarżeń na piśmie. Konkretów i pisemnego oskarżenia się nie doczekałem. To oczywiście mobbing.

Warto zauważyć, że odbywało się to w czasie mojego przewodu habilitacyjnego, w którym władze dziekańskie zachowywały się w sposób patologiczny, nie podejmując elementarnych działań, do których są zobligowane.

[...]

Tekst listu w witrynie lsborkowski.com/pol/

poniedziałek, 26 czerwca 2017

List Dra Hab. Lecha S. Borkowskiego do Prokuratora Generalnego

Dr hab. Lech S. Borkowski
[...]
Zielona Góra

Andrzej Seremet
Prokurator Generalny
ul. Rakowiecka 26/30
02-528 Warszawa

19 Lutego 2016

Szanowny Panie Prokuratorze,

Informuję o łamaniu praw człowieka i praw podstawowych moich, mojej żony i mojej córki.

Moja rodzina - ja, moja żona i córka - została zaatakowana w roku szkolnym (akademickim) 2011/12. Działania przeciwko mnie były prowadzone na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu od początku mojego zatrudnienia, tj. od 1995 r. Pierwsze represje wobec mojej żony pojawiły się wkrótce po zawarciu przez nas związku małżeńskiego. We wrześniu 2011 rozpoczęto przeciwko niej serię brutalnych, bezwzględnych, niczym nie uzasadnionych prowokacji i represji w Państwowej Szkole Muzycznej w Zielonej Górze.

W lutym i w marcu 2012 zorganizowano jednoczesne prowokacje wymierzone w członków mojej rodziny.

(1) Ja zostałem zaatakowany na Wydziale Fizyki Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu,

(2) Moja żona została zaatakowana w jej miejscu pracy w Państwowej Szkole Muzycznej w Zielonej Górze,

(3) Moja córka [...] została zaatakowana 8 i 9 lutego 2012 w szkole podstawowej przy ulicy Truskawkowej w Zielonej Górze.

W każdym z tych trzech przypadków zastosowano typowo komunistyczne metody prowokacji. Ataki zostały starannie zaplanowane, przygotowane i skoordynowane.

[...]

---

List jest dostępny tutaj.

niedziela, 23 kwietnia 2017

Nie Ma Litości w Kraju Miłosierdzia

LS Borkowski
Komunikat 23, Polska, 1 lipca 2015
Nie Ma Litości w Kraju Miłosierdzia
List Małgorzaty Głuchowskiej do dyrektor PSM I i II st. w Zielonej Górze z 1 lipca 2015.
Szanowna Pani Dyrektor,
Z ubolewaniem stwierdzam, że kontynuuje Pani prześladowania polityczne, które rozpoczęto wobec mnie w 1997, a wobec mojego męża prowadzone są nieustannie od dzieciństwa, od pokolenia dziadków i rodziców. [...]

sobota, 22 kwietnia 2017

Mord Społeczny w Obozie Koncentracyjnym Polska

LS Borkowski

Komunikat 20, Polska, 7 czerwca 2015

Mord Społeczny w Obozie Koncentracyjnym Polska

To, co popularnie nazywane jest aparatem państwowym w Polsce, to w rzeczywistości kadry obozu koncentracyjnego Polska. Fanatycznie posłuszne i oddane swojej organizacji przestępczej.

Ludobójstwo dokonywane jest w Polsce nadal. Metody mordu społecznego są tożsame z metodami dyktatury komunistycznej. Oto fragment relacji mojej żony, nauczycielki fortepianu w Państwowej Szkole Muzycznej I i II stopnia w Zielonej Górze z 22 maja 2013. Szkoła podlega Ministerstwu Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Odpowiednie informacje na temat mordu społecznego dokonywanego na mojej żonie otrzymali: minister kultury, premier, prezydent, marszałek Sejmu, posłowie na Sejm i wiele innych osób publicznych. Nikt z nich nie zareagował. Wiedzą od dawna o tym także prokuratorzy, prawnicy, lekarze, nauczyciele, przedstawiciele związków zawodowych. Milczą, bo są funkcjonariuszami wyjątkowej organizacji przestępczej.

[...]

Pełny tekst w witrynie lsborkowski.com/pol/

sobota, 15 kwietnia 2017

Fałszyzm Permanentnego Stanu Wyjątkowego

LS Borkowski

Komunikat 17, Polska, 5 grudnia 2014

Fałszyzm Permamentnego Stanu Wyjątkowego
18 października 2014 pani premier poinformowała, że 20 października 2014 rozpocznie przegląd pracy wiceministrów. Przegląd miał trwać trzy tygodnie. Zapowiedziano, że ocena działań wiceministrów zostanie przedstawiona po zakończeniu przeglądu wszystkich resortów. Deklaracja oceny wiceministrów bezpośrednio przez premiera, z pominięciem ministrów, jest zaskakująca. Przeczy normalnej logice organizacyjnej. Pominięcie szczebla bezpośredniego podwładnego, jakim jest minister, powinno być szerokiemu ogółowi dokładnie wytłumaczone. Oznacza bowiem odebranie ministrom części ich uprawnień. Nagłe i niewyjaśnione łamanie reguł jest typowe dla organizacji przestępczych, nie dla instytucji państwowych.
Co jest powodem tej niezwyczajnej decyzji? Jak dotąd, nie była ona w żaden sposób wytłumaczona.
Niedługo potem okazało się, że zapowiedziany plan trzytygodniowego przeglądu przestał istnieć. Informacje na jego temat zniknęły z mediów. Nie poinformowano też o nowym bieżącym harmonogramie przeglądu. Kiedy będzie dokonywany przegląd kolejnych ministerstw? (A może są to już nie ministerstwa, tylko wiceministerstwa? Jak uczy wieloletnie doświadczenie codzienne, w Obozie Polska wszystko jest możliwe).

poniedziałek, 13 marca 2017

List Lecha S. Borkowskiego do Ministra Obrony 11 Kwietnia 2016

Dr hab. Lech S. Borkowski
[...]
Zielona Góra

Antoni Macierewicz
Minister Obrony Narodowej
ul. Klonowa 1
00-909 Warszawa

Zielona Góra, 11 kwietnia 2016

Szanowny Panie Ministrze,



Przekazuję Panu kopie pism i zeznań wysłanych Ministrowi Sprawiedliwości 21 marca 2016. Dotyczą one wieloletnich działań przestępczych funkcjonariuszy aparatu państwowego przeciwko naszej rodzinie. Udział w zorganizowanych działaniach przestępczych brali funkcjonariusze ze środowiska komunistycznych rodzin wojskowych. Zastosowano typowe metody służb komunistycznych.

[...]


Rząd, w którym jest Pan ministrem, nie różni się niczym istotnym od poprzednich rządów. Kłamstwo i fałszerstwo w życiu publicznym jest normą. Reprezentujecie narrację służebną wobec Rosji.
Z poważaniem,

Dr hab. Lech S. Borkowski

niedziela, 19 lutego 2017

List Lecha S. Borkowskiego do Prokuratora Generalnego 19 lutego 2016

Dr hab. Lech S. Borkowski
[...]
Zielona Góra

Andrzej Seremet
Prokurator Generalny
ul. Rakowiecka 26/30
02-528 Warszawa

Zielona Góra, 19 lutego 2016

Szanowny Panie Prokuratorze,

Informuję o łamaniu praw człowieka i praw podstawowych moich, mojej żony i córki.

Moja rodzina - ja , moja żona i córka - została zaatakowana w roku szkolnym (akademickim) 2011/2012. Działania przeciwko mnie były prowadzone na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu od początku mojego zatrudnienia, tj. od 1995 r. Pierwsze represje wobec mojej żony pojawiły się wkrótce po zawarciu przez nas związku małżeńskiego. We wrześniu 2011 rozpoczęto przeciwko niej serię brutalnych, bezwzględnych, niczym nie uzasadnionych prowokacji i represji w Państwowej Szkole Muzycznej w Zielonej Górze.

Więcej w witrynie lsborkowski/pol/

sobota, 18 lutego 2017

List Małgorzaty Głuchowskiej i Lecha S. Borkowskiego do Prokuratora Generalnego

Małgorzata Głuchowska
Dr hab. Lech S. Borkowski
[...]
Zielona Góra
Zbigniew Ziobro
Minister Sprawiedliwości i Prokurator Generalny
Al. Ujazdowskie 11
00-950 Warszawa
Zielona Góra, 10 maja 2016
Szanowny Panie Ministrze,
Kontynuujemy opis zorganizowanych działań przestępczych, które doprowadziły do wyrzucenia nas z pracy w Państwowej Szkole Muzycznej w Zielonej Górze i z Uniwersytetu w Poznaniu.

poniedziałek, 7 listopada 2016

List Dra hab. Lecha S. Borkowskiego do Rektora Uniwersytetu w Poznaniu, 30 września 2015

Dr hab. Lech S. Borkowski
Wydział Fizyki
Uniwersytet im. A. Mickiewicza
Poznań

Prof. dr hab. Bronisław Marciniak
Rektor
Uniwersytet im. A. Mickiewicza
Poznań

Poznań, 30 września 2015

Szanowny Panie Rektorze,

Uprzejmie proszę o zapoznanie się z załączonym Komentarzem nr 5 z 27 września 2015. Dotyczy on występu zespołu pieśni i tańca Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Rosji na specjalnej audiencji w Watykanie 15 października 2004. Zespół został zaproszony przez papieża Jana Pawła II z okazji 26 rocznicy pontyfikatu.

W 2001 Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu przyznał Janowi Pawłowi II doktorat honoris causa. Został on wręczony przez ówczesnego rektora prof. Stefana Jurgę na specjalnej audiencji w Watykanie, na którą wyczarterowanym samolotem poleciała 130-osobowa delegacja obejmująca senat uczelni i chór uniwersytecki. Decyzja o przyznaniu honorowego doktoratu była złą decyzją, choć zrozumiałą, jeśli wziąć pod uwagę stan uczelnianej patologii, łamanie praw konstytucyjnych i praw człowieka na UAM.

Na Uniwersytecie jestem zatrudniony od 1 października 1995. Uniwersytet nie zapewnił mi i nadal nie zapewnia normalnych warunków rozwoju naukowego. Uniwersytet łamie moje prawa konstytucyjne i prawa człowieka, posługując się metodami opracowanymi przez państwo komunistyczne. Jest to prześladowanie z powodów politycznych. Moi rodzice byli więźniami komunistycznych obozów koncentracyjnych w ZSRR w latach 1945-1956 (ojciec) i 1949-1956 (mama).

Ani dziekan Wydziału Fizyki ani rektor UAM nie wymagali ode mnie nostryfikacji dyplomu doktora uczelni amerykańskiej, University of Florida w Gainesville, w 1995, w 1996 przy wznowieniu zatrudnienia na kolejny rok, ani w 1998, kiedy znów zostałem przyjęty do pracy na UAM po rocznym pobycie w Georgia Institute of Technology w Atlancie w USA. Zatrudniając mnie bez nostryfikacji dyplomu dziekani i rektorzy łamali prawo. Ich decyzje są zrozumiałe, ponieważ przyjęto mnie do pracy na UAM nie po to, bym się rozwijał ku pożytkowi rzekomo odrodzonej Polski, ale po to, by zablokować mój rozwój twórczy i zmusić mnie do rezygnacji z pracy na UAM bez zostawiania trwałych śladów w dokumentacji uczelnianej i dokumentacji urzędów centralnych.

Z poważaniem,

Dr hab. Lech S. Borkowski

DW: członkowie Senatu UAM

sobota, 29 października 2016

Katastrofa Poznawcza Zachodu Względem Europy Wschodniej

Brytyjska gazeta The Telegraph opublikowała 27 października 2016 w dziale opinii artykuł "Czy Rosji wydaje się, że powinna trzymać jakichkolwiek zasad? A jeśli nie, to co powinniśmy z tym zrobić?" ("Does Russia think it should follow any rules at all? And if not, what should we do about it?") Autorem artykułu jest Charles Crawford.

Nie tak dawno wszystko wyglądało zupełnie inaczej. W pierwszych latach po zakończeniu Zimnej Wojny i odzyskaniu przez Rosję niepodległości Londyn i Moskwa usilnie starały się współpracować w wielu dziedzinach [...]. Brałem udział w przygotowaniu tekstu traktatu podpisanego w 1992 przez premiera Johna Majora i prezydenta Rosji Jelcyna, zawierającego deklarację dwustronnych relacji opartych na pokoju i współpracy:

"Strony będą rozwijać swoje stosunki w dobrej wierze. Deklarują przywiązanie do pokojowego rozstrzygania sporów, do społeczeństwa otwartego, zasad demokratycznych i poszanowania praw człowieka oraz rządów prawa..."

Dyplomaci rosyjscy i zachodni zasiadali obok siebie na całym świecie, blisko koordynując swoje poczynania w konflikcie bałkańskim i w innym politycznych miejscach zapalnych. Jedni słuchali drugich i próbowali wypracować dobre wspólne stanowiska w różnych sprawach. Z praktycznego punktu widzenia sytuacja wyglądała normalnie.
Ten fragment artykułu jest dobrym podsumowaniem sposobu myślenia dominującego na Zachodzie odnośnie Rosji. Zimna Wojna jednak nigdy się nie skończyła. Gra pozorów w krajach komunistycznych Europy Wschodniej była kontynuowana, tym razem jako symulacja demokracji i pozornie przyjaznych stosunków z Zachodem.

Można powiedzieć, że zachodni obserwatorzy Europy Wschodniej nie byli zdolni odróżnić sygnału od szumu.

W końcu lat osiemdziesiątych XX wieku komuniści udali, że stracili kontrolę nad sytuacją, oddali władzę i dokonali transformacji demokratycznej. Zachód był kompletnie zaskoczony. Wcześniej nie było oznak, że komunizm w Europie Wschodniej upadnie tak łatwo i szybko. Zachód radośnie zadeklarował zwycięstwo krajów NATO w Zimnej Wojnie pomimo braku wiarygodnego wyjaśnienia, jak się to właściwie stało.

Spojrzenie Zachodu na sytuację z początku lat dziewięćdziesiątych symbolizuje stwierdzenie o "końcu historii" sformułowane przez Francisa Fukuyamę w książce "Koniec Historii i Ostatni Człowiek" w 1993 roku ("The End of History and the Last Man").

Warto w tym kontekście przypomnieć następujący cytat z tygodnika wojsk WCZeKa Czerwony Miecz w bolszewickiej Rosji:
Nie mamy i nie możemy mieć starych fundamentów moralności i "humanizmu", wymyślonych przez burżuazję . . . Nam wolno wszystko.
---
tekst angielski

sobota, 15 października 2016

List Małgorzaty Głuchowskiej do Prezydenta Polski 13 lutego 2013

Nie mamy i nie możemy mieć starych fundamentów moralności i "humanizmu", wymyślonych przez burżuazję . . . Nam wolno wszystko.
Czerwony Miecz, tygodnik komunistycznej tajnej policji WCzeKa w bolszewickiej Rosji

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - 
Małgorzata Głuchowska
Zielona Góra

Bronisław Komorowski
Prezydent RP
ul. Wiejska 10
00-902 Warszawa

Zielona Góra, 13 lutego 2012

Szanowny Panie Prezydencie,

Pismo to jest kontynuacją moich listów z 14 października 2012 i 13 grudnia 2012. [...] Chcę przedstawić metody postępowania zorganizowanej grupy w celu zlikwidowania człowieka jako jednostki społecznej i całkowitej anihilacji jego psychiki z możliwością doprowadzenia do samobójstwa. Innymi słowy chcę przedstawić proces duszobójstwa

Cały proces jest szczegółowo opisany w kilkutomowej dokumentacji [...] Znaczna część tej dokumentacji znajduje się w budynku stojącym vis a vis pałacu prezydenckiego, w siedzibie Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

To niewiarygodne, że osobę, która była zobowiązana ze względu na pełnione funkcje wyjaśnić sprawy dotyczącego zgodnego z prawem funkcjonowania szkoły poddaje się rozmaitym szykanom i publicznym torturom psychicznym, oczernia, a następnie usuwa bez żadnego uzasadnienia z zajmowanych stanowisk, narażając na utratę szacunku i zaufania uczniów, rodziców, współpracowników i całego środowiska artystycznego.

Jak się okazało, w proces ten oprócz lokalnego układu zaangażowano cały aparat władzy z ministerstwem i prokuraturą, a nad bezpieczeństwem oprawców czuwają najwyższe władze państwowe. Ten fakt dowodzi niezbicie, że żyję w kraju totalitarnym, w kolejnej odsłonie zbrodniczego kolektywizmu. [...] Zdjęto wprawdzie szyld komunizmu i ukryto go, ale zbrodniczy kolektyw jak działał, tak działa nadal. Dawniej mordowano ludzi jawnie, zabijając ich ciała. Teraz torturuje się i zabija ich dusze. Zamiast ludobójstwa otwartego mamy więc duszobójstwo. Słowa duszobójstwo nie ma jeszcze w słowniku języka polskiego. Oddaje ono jednak istotę rzeczy.

Zgromadzone przeze mnie dowody kompromitują MKiDN (Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego) łącznie z nadzorem pedagogicznym, prokuraturę i związki zawodowe. Jednak przede wszystkim świadczą o tym, że rozpoczęta 17 września 1939 eksterminacja polskich elit trwa nadal. Tortury fizyczne i mord fizyczny zamieniono jedynie na tortury psychiczne i mord duszy. Oczywiście mamy ciągle do czynienia z nieustającą kampanią medialną zagłuszającą i fałszującą rzeczywistość.

Niewiarygodny sadyzm, inwigilacja, zastraszanie, oszczerstwa i pomówienia przy jednoczesnym unikaniu zostawiania śladów na piśmie to typowo komunistyczne metody pastwienia się nad człowiekiem. Ktoś słusznie stwierdził, że perfidia jest najwyższą formą komunizmu.

Już po sześciu miesiącach tego piekła zaczęłam się zastanawiać nad definitywnym rozwiązaniem moich kłopotów i nie mam tu na myśli rezygnacji z pracy. Czy wie Pan, Panie Prezydencie, jak czuje się zwierzyna podczas obławy otoczona gromadą myśliwych i sforą psów?

Ja wiem. Wiem także, jak czuje się człowiek, na którego polują inni ludzie. Wiem, jak pragnie, by to się wreszcie skończyło i wytrzymuje tylko dlatego, że potrzebuje go kochająca rodzina.

Oddychałam z trudnością. Ataki kaszlu uniemożliwiały normalne porozumiewanie się z otoczeniem. Miałam bóle głowy i serca. Cierpienie odebrało mi apetyt. Nie chciałam żyć. Objawy nasilały się, kiedy zbliżałam się do szkoły. Z powodu przyjmowanych leków uspokajających, a potem psychotropowych, nie mogłam prowadzić samochodu. Po powrocie z pracy natychmiast zasypiałam, po kilku godzinach budziłam się i marzyłam, żeby znowu zasnąć, a rano wstawałam z płaczem i nie mogłam uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę. Tak wygląda duszobójstwo.

[...]

Moją osobę zna także doskonale starsza wizytator CEA regionu lubuskiego Krystyna Karcz, która zajmuje to stanowisko od czasów, kiedy byłam nastolatką. Zna doskonale moją postać, mój profil psychologiczny. Zna również moją pracę na stanowisku nauczyciela, koordynatora nadzoru pedagogicznego i kierownika sekcji pianistycznej. Podsumowaniem mojej pracy na tym samym ostatnim stanowisku jest dokumentacja złożona pani wizytator w czerwcu 2011 w związku z ubieganiem się o awans zawodowy na stopień nauczyciela dyplomowanego. Dokumentacja ta została bezprawnie udostępniona osobie postronnej niezwiązanej z procedurą awansową. Mimo że usunięto mnie z funkcji kierowniczej, wykorzystuje się nadal moje pomysły i kontynuuje moje projekty, pomijając mój wkład. Zabrano mi więc to, co stworzyłam. Dokonano kradzieży.

Tytuł nauczyciela dyplomowanego podpisał prof. Wiktor Jędrzejec. Pismem z 22 sierpnia 2011 powierzono mi funkcję kierownika sekcji pianistycznej na kolejne dwa lata, do 31 sierpnia 2013. We wrześniu poproszono mnie po raz trzeci, abym przyjęła funkcję przewodniczącej rady rodziców. Do tej pory odmawiałam. Tym razem zgodziłam się.

14 października 2011 otrzymałam kolejną nagrodę dyrektora, podobnie jak działo się to w ciągu dwudziestu wcześniejszych lat.

Pani dyrektor złożyła mi serdeczne podziękowania za współpracę w realizacji szczytnego celu, jakim jest edukacja artystyczna i wychowanie młodego pokolenia. Życzyła dużo zdrowia, wytrwałości i cierpliwości, niekończących się źródeł inspiracji w swojej pracy oraz samych sukcesów zawodowych, wzorowych uczniów i powodzenia w życiu osobistym.

Podobne życzenia składało mi przez kolejne lata mojej pracy dwóch poprzednich dyrektorów szkoły i Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego Kazimierz Michał Ujazdowski.

Ale już 29 listopada 2011 pani dyrektor odmówiła mi, przewodniczącej rady rodziców, dostępu do dokumentacji finansowej rady rodziców i jednocześnie wręczyła upomnienie za rzekomo złe zachowanie i naganę za wizytę u lekarza, o której poinformowałam sekretariat. Tego samego dnia wieczorem odwołano mnie z funkcji przewodniczącej rady rodziców stosunkiem głosów 4 do 3 bez podania przyczyny, ale za to przy gorącym aplauzie pani dyrektor, która była na tym zebraniu obecna. Odwołało mnie dwóch panów, których córki zaledwie we wrześniu 2011 rozpoczęły naukę w pierwszej klasie szkoły podstawowej, nauczycielka fortepianu – moja ówczesna podwładna i jednocześnie protegowana wizytator CEA regionu lubuskiego oraz pani rencistka. Niedługo później, 10 lutego 2012, w kolejnym etapie likwidacji mojej osoby, dyrektor skierowała do mnie wyjątkowo napastliwe pismo (załącznik 1). Warto je zachować dla przyszłych pokoleń i badaczy historii Polski. Wręczono mi je w ostatnim dniu pracy przed feriami zimowymi. Od nagrody dyrektora mijało 51 dni pracy.

Prawnik z południa Polski zapytał po zapoznaniu się z pismem pani dyrektor z 10 lutego 2012, skąd jestem i gdzie pracuję. Następnie stwierdził, że to nie szkoła artystyczna, ale zakład karny o podwyższonym rygorze. […]

Pismo pani dyrektor jest kwintesencją komunistycznego pastwienia się nad obiektem ludzkim przeznaczonym do likwidacji i dlatego przekazuję je najwyższym władzom państwowym RP. Proszę je umieścić wśród najcenniejszych dokumentów naszej epoki. Będzie w przyszłości świadczyć o rozkwicie bestialstwa na niespotykaną wcześniej skalę w kraju rzekomo wolnym i demokratycznym. W kraju przeżywającym jakoby najlepszy czas w swojej tysiącletniej historii! Jak widać, wiedza i umiejętności systemu komunistycznego w zakresie likwidacji jednostki ludzkiej są dziś stosowane przez funkcjonariuszy różnych szczebli z wielką wprawą. Tych umiejętności nie nabywa się przypadkiem. Nie ma tego w programach szkolnych. Nie mówi się o tym w mediach. A jednak w postępowaniu kolektywu likwidacyjnego widać wyraźnie realizację starannie przygotowanego planu działania. Czy usłyszymy od nich za jakiś czas, że wykonywali jedynie rozkazy? Jeśli tak, to czyje rozkazy wykonywali? Społeczeństwo polskie powinno wreszcie poznać dysponenta tej władzy.

Już jesienią 2011 na zlecenie starszej wizytator Centrum Edukacji Artystycznej regionu lubuskiego Krystyny Karcz zaczęły powstawać dokumenty dwojakiego rodzaju. W pośpiechu produkowano dokumentację mającą na celu upozorowanie prawidłowej pracy szkoły. Odpowiednie dokumenty powinny istnieć i być używane co najmniej od kilku lat. Do tej pory nauczyciele nie znają ich treści, a nawet nie wiedzą o istnieniu niektórych nowo wyprodukowanych dokumentów, które rzekomo zaopiniowali w czasie posiedzeń rady pedagogicznej. Ich rzekomi twórcy nie wiedzą o tym, że je napisali. Niektóre dokumenty opatrzono datami fikcyjnych posiedzeń rad pedagogicznych, czyli posiedzeń, które nigdy się nie odbyły. Opis m. in. takich właśnie posiedzeń przedstawia dyrektor Departamentu Szkolnictwa Artystycznego i Edukacji Kulturalnej MKiDN prof. Wiktor Jędrzejec w piśmie z 6 czerwca 2012, DEK/2940/12.

Jednocześnie fałszowano dokumentację bieżącą: protokoły spotkań, zebrań, posiedzeń rad pedagogicznych, dzienniki lekcyjne, produkowano pisma mające na celu oczernianie mojej osoby.

Jest prawdopodobne, że sfałszowano również protokoły egzaminów końcowych szkoły, nanosząc zmiany po podpisaniu ich przez komisje egzaminacyjne. Byłoby to posunięcie konieczne, aby przypieczętować słowa zawarte w piśmie prof. Jędrzejca z 6 czerwca 2012, z których wynika, że wszystkie programy nauczania dostosowano do jednego z ministerialnych rozporządzeń.

Z technicznego punktu widzenia fałszowanie protokołów w przypadku uczniów szkoły podstawowej było przedsięwzięciem bardzo prostym. Znacznie gorzej przedstawiała się sytuacja w przypadku absolwentów szkoły średniej.

Biorąc jednak pod uwagę fakt, że prof. Jędrzejec opisał przebieg posiedzeń rad pedagogicznych, które się nie odbyły, możliwe, że nie poczyniono żadnych zmian i protokoły wyglądają tak, jak w wersji pierwotnej i są kolejnym dowodem na to, że przecież nie o przestrzeganie prawa tu chodziło, lecz o likwidację człowieka.

W maju 2012 pod groźbą utraty pracy podpisałam protokół egzaminu dyplomowego jednego z dyplomantów, który przeprowadzono na skutek manipulacji pani dyrektor nie tylko niezgodnie z ministerialnym rozporządzeniem, ale w ogóle niezgodnie z prawem. Pozostali członkowie komisji złożyli podpisy bez słowa komentarza i najmniejszego sprzeciwu.

Wszystkie mechanizmy fałszerstw są ministerstwu bardzo dobrze znane. Część z nich szczegółowo opisałam w pismach do ministerstwa.

Podstawową metodą, jaką posłużyli się likwidatorzy była metoda prowokacji. W związku z tym, że grupa ta doprowadziła mnie do całkowitego załamania i do chęci pozbawienia się życia, mam społeczny mandat i obowiązek przedstawienia ich z imienia i nazwiska.

  • Honorata Górna, nauczycielka fortepianu, protegowana starszej wizytator CEA regionu lubuskiego
  • Sławomir Mundry, były sekretarz, dzisiejszy przewodniczący rady rodziców szkoły
  • Małgorzata Małaczyńska [obecnie Szumska], dyrektor PSM im. M. Karłowicza w Zielonej Górze
  • Krystyna Karcz, starsza wizytator Centrum Edukacji Artystycznej (Zielona Góra)
  • Wacław Kłaput, główny wizytator CEA (Bydgoszcz)
  • Zdzisław Bujanowski, dyrektor Centrum Edukacji Artystycznej (Warszawa)
  • Wiktor Jędrzejec, dyrektor Departamentu Szkolnictwa Artystycznego i Edukacji Kulturalnej MKiDN (Warszawa)
  • Paweł Sawicki, prokurator Prokuratury Rejonowej (Zielona Góra)

Dzisiejszy przewodniczący rady rodziców, będąc jej sekretarzem, przesłuchiwał mnie z wprawą oficera bezpieki, sabotował prowadzone przeze mnie zebrania, przerywał i zagłuszał moje wypowiedzi, nękał i uprawiał stalking za pomocą e-maili, SMS-ów i telefonów, fałszował protokoły rady. Zaatakował mnie jako przewodniczącą rady rodziców i jednocześnie jako członka kadry kierowniczej szkoły, mimo że jego sześcioletnie dziecko dopiero rozpoczynało w niej naukę gry na fortepianie. Nie znał mnie wcześniej i nie znał samej szkoły. I już w drugim miesiącu kontaktu ze szkołą wykazał się wobec mnie niesamowitą agresją i okrucieństwem psychicznym. Nie ma żadnego uzasadnienia dla takiego postępowania poza jednym: uczestnictwo w grupie likwidacyjnej.

Nauczycielka fortepianu, znajoma przewodniczącego i protegowana wizytator CEA regionu lubuskiego fałszowała protokoły ze spotkań i zebrań sekcji oraz spotkania rady, poświadczała nieprawdę, publicznie pastwiła się nade mną podczas spotkań, zebrań sekcji i posiedzeń rady pedagogicznej, zastraszała mnie pozwami sądowymi i oszczerczymi pismami.

Nad bezkarnością poczynań owej pani czuwała dyrektor PSM Małgorzata Małaczyńska, urządzając prowokacje, zastraszając mnie kolejnymi pismami, upomnieniem i naganą, oraz stosując publiczne tortury upokarzające mnie w oczach innych nauczycieli, rodziców, uczniów oraz pracowników administracji szkoły.

Te trzy osoby, mimo pozorów ogłady prezentowanych na szerszym forum, połączyły się w znęcaniu się nad osamotnioną i de facto całkowicie bezbronną jednostką, która była i jest ubezwłasnowolniona władzą swojego bezpośredniego zwierzchnika. Reprezentowany przez nich sadyzm można określić jako najwyższe stadium przemocy psychicznej.

Protokolantka podpisywała swoim nazwiskiem rzekome protokoły z zebrań sekcji i posiedzeń rady pedagogicznej prowadzonych przez dyrekcję. Treść tych protokołów kilkakrotnie zmieniano po konsultacjach z nadzorem pedagogicznym  w taki sposób, aby  rzekome opisy zebrań i przebiegu rad pedagogicznych podpisane przez protokolantkę diametralnie różniły się  od treści rzeczywistych, przekazywanych ministerstwu przeze mnie.

Zadaniem prokuratora zielonogórskiej prokuratury musiało być sfałszowanie moich zeznań oraz uczynienie ze mnie osoby niewiarygodnej, która pod przysięgą rzuca bezpodstawne oskarżenia.

Kopię pisma informującego o odmowie wszczęcia postępowania wraz z treścią moich rzekomych zeznań prokuratura przesłała członkom rady rodziców, mimo że zeznawałam w swoim własnym imieniu. Obecny przewodniczący przesłał sfałszowane prokuratorskie pismo pocztą elektroniczną wszystkim nowym członkom rady rodziców, których dobrano w tzw. wyborach uzupełniających. Nastąpił kolejny etap oczerniania mnie w oczach kolejnych rodziców i kolejny etap pastwienia się nade mną za pomocą e-maili. Pan Mundry zastraszał mnie usunięciem z rady, a następnie próbował zmusić do rezygnacji. Dawał także do zrozumienia, że mogę być usunięta z pracy.

---

Więcej w witrynie lsborkowski.com/pol/:

List Małgorzaty Głuchowskiej do Prezydenta Polski 13 lutego 2013

środa, 5 października 2016

CIA przekazywała Moskwie tajne informacje wywiadu za pośrednictwem JPII

Po wygraniu wyborów prezydenckich w 1980 przez Ronalda Reagan dyrektorem CIA został William C. Casey. Casey pracował w OSS, organizacji-poprzedniczce CIA, w czasie drugiej wojny światowej i bezpośrednio po jej zakończeniu.

Casey odwiedził Jana Pawła II w Watykanie zaraz na początku pierwszej kadencji prezydenckiej Reagana. Przez kolejnych kilka lat Agencja przekazywała mu swoje najbardziej tajne informacje dotyczące Polski i spraw interesujących papieża i administrację watykańską.

Od wiosny 1981 administracja Reagana utrzymywała bezpośredni kontakt na najwyższym szczeblu między Białym Domem a papieżem, który był regularnie informowany przez Williama Casey i Vernona Waltersa, byłego zastępcy szefa CIA. Walters i Casey łącznie odwiedzili papieża około piętnaście razy w ciągu sześciu lat w celu omówienia spraw interesujących obie strony.
Opinie papieża, zwłaszcza dotyczące Polski i Ameryki Środkowej, wywierały wielki wpływ na Biały Dom, CIA, NSC, a przede wszystkim na samego Ronalda Reagana. [...]
Papież otrzymywał najbardziej tajne informacje i najbardziej zaawansowane analizy pochodzące z satelitów, od agentów wywiadu, z podsłuchu elektronicznego, z dyskusji o kierunkach polityki w Białym Domu, Departamencie Stanu i CIA. Generał Walters mówił, że między 1981 a 1988 spotykał się z papieżem średnio co sześć miesięcy, informując Wojtyłę w zasadzie o wszystkich aspektach polityki amerykańskiej i dostarczając analizy wywiadu - wojskowe, polityczne, ekonomiczne - na każdy temat leżący w kręgu zainteresowania Watykanu.
Carl Bernstein and Marco Politi, His Holiness, Doubleday 1996, p. 269

W ten sposób administracja amerykańska i CIA dostarczały sekrety wywiadu i analizy wywiadowcze bezpośrednio do rąk Moskwy. W drugą stronę, tym samym kanałem kontaktowym wywiad komunistyczny, zarówno moskiewski, jak i warszawski, dostarczał Amerykanom spreparowane bzdury. Jest to jedna z największych klęsk wywiadowczych i politycznych w historii. Katastrofa pod każdym względem. Wojtyła był funkcjonariuszem wywiadu komunistycznego.

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

NKWD w Watykanie

Oto nagranie z koncertu Chóru Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Rosji w Watykanie 15 października 2004, na którym wykonana została "Oka", piosenka komunistycznej armii polskiej zorganizowanej w Związku Sowieckim w 1943. Papież Jan Paweł II zaprosił Chór MSW Rosji do Watykanu dla uczczenia 26 rocznicy jego pontyfikatu. Zespół MSW Rosji został założony jako zespół NKVD, organizacji morderców milionów ludzi.

Zapowiadając piosenkę, prezenterka nazwała ją piosenką polską, całkowicie pomijając jej funkcję ideologiczną. Jest to przecież piosenka odgrywająca rolę hymnu Polskiej Armii Komunistycznej.

Zwróćmy uwagę na nieprawidłowy napis na obrazie wideo. W Watykanie wystąpił Chór Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Rosji, a nie Chór Armii Czerwonej. Rosjanie celowo używają nazwy Chór Armii Czerwonej w odniesieniu do dwóch różnych chórów. Jednym jest Chór Armii Czerwonej, zwany także Chórem Aleksandrowa od nazwiska jego organizatora i pierwszego dyrektora, a drugim jest właśnie Chór Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Rosji. Nazwa "Chór Armii Czerwonej" ma ułatwić występy zagraniczne chórowi MSW, bowiem jest łatwiejsza do przyjęcia dla zachodniego odbiorcy niż Chór Ministerstwa Spraw Wewnętrznych.



Koncert transmitowano na żywo do Włoch i Rosji. Dlaczego nie pokazano transmisji w Polsce?

W kwietniu i w maju 1940 funkcjonariusze NKVD zamordowali w Katyniu i innych miejscach oficerów polskich i przedstawicieli inteligencji polskiej. Dziesiątki tysięcy oficerów polskich zostały wzięte w niewolę sowiecką w wyniku inwazji komunistycznej Rosji na Polskę we wrześniu 1939. Inwazja została przeprowadzona wspólnie i w porozumieniu z nazistowskimi Niemcami, zgodnie z protokołem nazistowsko-komunistycznego porozumienia dokonanego w sierpniu 1939. Dla uczczenia powodzenia wspólnej agresji na Polskę wojska nazistowskie i komunistyczne odbyły wspólną paradę zwycięstwa 22 września 1939 w Brześciu nad Bugiem.



Jan Paweł II, czyli Karol Wojtyła, był połączony z wywiadem komunistycznym w sposób szczególny. Była to więź bardzo specjalna. Gdybyśmy nazwali ją relacją przyjazną, byłoby to bardzo mocnym i niesprawiedliwym niedopowiedzeniem. JPII przybył do Watykanu z prawdziwie dalekiej krainy.

Koncert Chóru MSW Rosji w Watykanie jest symboliczną komunistyczną paradą zwycięstwa. Marsz zapoczątkowany we wrześniu 1939 został sfinalizowany w 2004, kiedy funkcjonariusze NKVD wystąpili w Watykanie w Sali Pawła VI przed towarzyszem generałem Wojtyłą.

Proces jego kanonizacji był oczywiście całkowitą farsą.

sobota, 13 sierpnia 2016

Każdy pracownik agentem służb bezpieczeństwa

Inwigilacja stała się obowiązkiem każdego obywatela. Podczas obchodów dwudziestej rocznicy założenia Czeka-GPU-NKVD w swoim wystąpieniu w Teatrze Bolshoi Mikoian powiedział "Każdy pracownik naszego kraju musi być także agentem służb bezpieczeństwa". Prokurator generalny Vyshinskii wychwalał w 1937 "Miliony ludzi pomogły nam w naszej pracy!"

Studenci wzięli sobie do serca instrukcje NKVD, obszernie donosząc na swoich kolegów. [...]

Obserwujący i inwigilujący byli jednocześnie obserwowani i inwigilowani przez swoje otoczenie. Propagandyści jasno wytłumaczyli nowe reguły: "Każdy komunista musi obserwować innego komunistę, jego przeszłość i jego teraźniejszość". Powiązania rodzinne, zainteresowania, przyzwyczajenia - wszystkie informacje były ważne.

Igal Halfin
Stalinist Confessions. Messianism and Terror at the Lengingrad Communist University
University of Pittsburgh Press, 2009

wtorek, 9 sierpnia 2016

Stephanie Czech Rader

Stephanie Czech Rader zmarła 21 stycznia 2016 w Aleksandrii na przedmieściach stolicy USA w wieku 100 lat. Polskie media przemilczały ten fakt.

Stephanie urodziła się w rodzinie polskich imigrantów w Toledo w stanie Ohio. W 1937 ukończyła studia chemiczne na Cornell University.

W 1945 została oddelegowana do Ambasady USA w Warszawie jako agent OSS, Office of Strategic Services, instytucji będącej prekursorem CIA. Podróżowała po Polsce pod pozorem poszukiwania krewnych zagubionych w czasie wojny. Zdobywała informacje dotyczące ruchów Armii Czerwonej i sytuacji ekonomicznej i politycznej. Przyznano jej pośmiertnie order Legion of Merit.

Milczenie polskich mediów na temat postaci Stephanie i jej pracy wywiadowczej jest bardzo wymowne.

niedziela, 3 lipca 2016

Milczenie

"Milczenie sprzyja prześladowcy, nigdy prześladowanemu."
- Elie Wiesel

sobota, 2 lipca 2016

Ulica Armii Czerwonej, 2 Maja 2016

Ulica Armii Czerwonej, Krosno Odrzańskie (Crossen an der Oder), 2 maja 2016

Red Army Street

W Krośnie Odrzańskim ulica Armii Czerwonej krzyżuje się z ulicą Armii Ludowej. Komunistyczne nazwy ulic są dowodem podporządkowania Rosji i przeczą oficjalnej propagandzie obalenia komunizmu.




czwartek, 30 czerwca 2016

Państwo Przestępcze Polska

Władze państwowe Polski, łącznie z premierem i prezydentem, otrzymywały w ciągu ostatnich kilku lat szczegółowe informacje na temat prześladowania mojej rodziny. Brak jakiejkolwiek reakcji z ich strony oznacza udział w przestępstwie. Oznacza to także, że osoby te akceptują łamanie prawa i nie wolno im pełnić żadnych funkcji państwowych ani międzynarodowych.


Mój email z 23 lutego 2014 został wysłany do szerokiej grupy odbiorców pełniących czołowe role w życiu publicznym Polski. Poinformowałem w nim o łamaniu prawa przez funkcjonariuszy zatrudnionych w Centrum Edukacji Artystycznej przy ulicy Brzozowej 35 w Warszawie. W czasie mojej wizyty w CEA w październiku 2012 cztery osoby: Dyrektor CEA Zdzisław Bujanowski i troje prawników, wśród nich pani Sowa przypisana do sprawy mojej żony, groziły zemstą za posługiwanie się prawami obywatelskimi, jakie teoretycznie przysługują każdemu obywatelowi Polski. Są to groźby karalne ścigane z urzędu. Są na to w kodeksie karnym odpowiednie artykuły. Odbiorcy listu nie zareagowali w żaden sposób, dowodząc tym samym, że prześladowanie naszej rodziny odbywa się za ich pełną wiedzą i zgodą. Premier i ministrowie kultury i dziedzictwa narodowego, nauki i szkolnictwa wyższego, edukacji narodowej są bezpośrednio odpowiedzialni za łamanie prawa w instytucjach im podległych. Dotyczy to także służb specjalnych, bowiem odpowiednie informacje otrzymała ode mnie Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego w roku 2008.

Oto odbiorcy listu:

D. Tusk
R. Sikorski
B. Komorowski
B. Kudrycka
B. Arłukowicz
C. Olejniczak
D. Rosati
E. Kopacz
G. Napieralski
J. Piechociński
J. Śniadek
J. Gowin
J. Kluzik-Rostkowska
K. M. Ujazdowski
L. Miller
P. Naimski
R. Kalisz

Groźby karalne wypowiedziane przez Dyrektora Centrum Edukacji Artystycznej Zdzisława Bujanowskiego i zatrudnionych tam prawników zostały wykonane za wiedzą i zgodą najwyższych władz państwowych. Dotyczy to zarówno rządu poprzedniej kadencji, jak i obecnego rządu. Jesienią 2015 moją żonę wyrzucono z pracy w Państwowej Szkole Muzycznej I i II stopnia w Zielonej Górze, a mnie wyrzucono z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu

Polska jest państwem przestępczym.

środa, 29 czerwca 2016

Poznański Uniwersytet Sowiecki

13 października 1963 w Opolu 10 Sudecka Dywizja Pancerna armii komunistycznej w Polsce otrzymała imię Bohaterów Armii Radzieckiej.



Nadanie imienia odbyło się podczas obchodów 20-lecia komunistycznego wojska polskiego. 10 Dywizja została założona jesienią 1944. Dowódcą odbierającym to wyróżnienie był płk. dypl. Marian Koper, szkolony wcześniej w jednej z radzieckich akademii wojskowych. Koper był później szefem Wyższej Szkoły Wojsk Pancernych w Poznaniu.

W Poznaniu znajduje się także Uniwersytet Poznański, znany dziś pod nazwą Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Interesujące jest to, że wśród nazwisk członków Rady Wydziału Fizyki UAM pojawiają się nazwiska identyczne z nazwiskami pojawiającymi się w Centrum Szkolenia Wojsk Lądowych w Poznaniu, w które przekształcono jakiś czas temu Wyższą Szkołę Wojsk Pancernych.

Po roku 1945 Uniwersytet Poznański został ukształtowany według wzorców bolszewickich. Pracowałem tam od 1995 do 2015, z roczną przerwą w roku akademickim 1997-1998.

Z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu wyrzucono mnie w październiku 2015, mimo że mam habilitację, czyli tytuł doktora habilitowanego. Dokonano tego z powodów politycznych. Mój ojciec Bolesław Borkowski zdezerterował z armii komunistycznej 13 stycznia 1943 razem z kilkudziesięcioma innymi, którzy podjęli tę samą decyzję. Był wśród nich Józef Franczak, który później wykonywał akcje z bronią przeciwko dyktaturze komunistycznej. Franczak zginął 23 października 1963 we wsi Majdan Kozic Górnych pod Lublinem. Był ostatnim partyzantem antykomunistycznego ruchu oporu w granicach Polski po 1945.

Mój ojciec rozmawiał z Franczakiem przed podjęciem decyzji o ucieczce. Franczak był w tej jednostce wojska komunistycznego sierżantem. Ojciec zapamiętał go jako człowieka otwartego i życzliwego dla swoich podwładnych. Decyzja, jaką podjęli, była oczywiście bardzo trudna i dramatyczna. Ci, którzy dokonali takiego wyboru, stawiali na szali swoje życie. Czy mogli zobowiązać się do wierności Związkowi Radzieckiemu, jak wymagał tego tekst przysięgi? Nie mogli. Nie mogli przysięgać wierności wrogom Polski. Rozmowa z Franczakiem wywarła na ojcu duże wrażenie. Jednak każdy z grupy dezerterujących decyzję podejmował samodzielnie. Nikt  nie był zmuszany. Przypomniał im o tym kapitan, dowódca oddziału.

Ojciec znalazł się w dużej grupie, która przekroczyła Bug z zamiarem dotarcia na ziemię wileńską, by tam w stronach rodzinnych pozostawać w ukryciu i w gotowości do walki z sowieckim najeźdźcą. Po wschodniej stronie Bugu grupa ta stoczyła walkę z siłami NKWD, które ich otoczyły. W tej walce mój ojciec został ranny. Całą grupę uwięziono w twierdzy brzeskiej. Warunki były nieludzkie. Funkcjonariusze NKWD torturowali polskich więźniów. Nocami rozlegały się krzyki torturowanych.

Związek Radziecki był sojusznikiem Niemiec nazistowskich w latach 1939-1941 i dokonał mordów masowych na polskich jeńcach wojennych, ludności cywilnej oraz innych zbrodni przeciwko całemu państwu polskiemu. Kiedy Sowieci ponownie weszli na terytorium Polski w 1944, dokonywali masowych aresztowań i mordów na członkach polskiego ruchu oporu. Większość Polaków została wcielona do armii komunistycznej w 1944 wbrew swojej woli.

Dzisiejsza polska klasa polityczna udaje postawę pro-zachodnią i głośno domaga się stacjonowania sił NATO na terytorium Polski. Jest to jednak tylko gra pozorów. Zachód do dziś nie zrozumiał komunistycznej gry pozorów. Jeżeli dojdzie do rozmieszczenia sił NATO w Polsce, Zachód prawdopodobnie uwierzy złudzeniu, że broni Polski jako członka NATO. W rzeczywistości odziały stacjonujące w Polsce będą pionkami manipulacji, w której główne role odgrywają Rosja i jej polscy podwładni.

Jedna opowieść jest prezentowana publicznie zachodnim liderom i mediom, a w rzeczywistości rozgrywa się opowieść całkowicie odmienna.

Dr hab. Lech S. Borkowski

sobota, 25 czerwca 2016

Zorganizowane działania przestępcze Ministerstwa Kultury przeciwko Małgorzacie Gluchowskiej

W piśmie Małgorzaty Głuchowskiej i jLecha Borkowskiego do Prokuratora Generalnego Z. Ziobro z 25 kwietnia 2016 jednym z wielu załączników jest pismo M. Głuchowskiej z 14 lutego 2012 do prokuratora Pawła Sawickiego z Prokuratury Rejonowej w Zielonej Górze. Oto fragment tego listu. Dotyczy on postępowania Wacława Kłaputa z Bydgoszczy, Głównego Wizytatora Centrum Edukacji Artystycznej w Warszawie, instytucji należącej do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Po złożeniu skargi do CEA skontaktował się ze mną wizytator Wacław Kłaput. Poinformował mnie, że nie przyjmuje tego do wiadomości i według niego nadal jestem przewodniczącą. Powiedział też, że w Warszawie w Centrum Edukacji Artystycznej, prawnicy wnikliwie analizują tę sytuację, to znaczy badają, czy w ogóle można uznać, że odwołano mnie z funkcji. W piśmie z 7 grudnia tytułował mnie Przewodniczącą i poprosił o zwołanie zebrania w dniu 19 grudnia (załącznik 8). Zebranie Rady Rodziców zwołuje jej przewodniczący, członek Rady nie może tego zrobić. Tym samym prośba (choć słowo "polecenie" wydaje się tu bardziej właściwe, ponieważ wizytator jest przedstawicielem nadzoru pedagogicznego) podkreślała jego słowa, że jestem nadal przewodniczącą. Wystosowałam w tej sprawie prośbę do pani Aleksandry Budrewicz o powiadomienie o zebraniu członków Rady Rodziców (załącznik 9). Ponieważ odmówiła mi ona - cytuję wykonania tego polecenia", choć z mojej strony nie było to polecenie, a jedynie prośba - powiadomiłam o tym telefonicznie pana wizytatora i przygotowałam notatkę na piśmie (załącznik 10). Pan Kłaput powiedział, że to niedopuszczalne, bowiem do obowiązków sekretarza szkoły należy powiadamianie członków Rady o zebraniach. Pan Kłaput stwierdził, że to załatwi i zdyscyplinuje panią dyrektor i panią sekretarz szkoły. 13 grudnia 2011 otrzymałam email od dyrektor Małaczyńskiej (załącznik 11). Pani Małaczyńska pisze tam nieprawdę: skargę wniosła Przewodnicząca Rady Rodziców, a nie Rada. Ponadto pani Małaczyńska pisze w tym mailu, że wizytator poprosił ją o "zaproszenie wszystkich członków Rady Rodziców na spotkanie" z nim w dniu 19 grudnia 2011. Porównując słowa wizytatora Kłaputa i jego pismo z 7 grudnia 2011 r. z mailem dyrektor Małaczyńskiej stwierdzam, że pan Kłaput najprawdopodobniej świadomie wprowadził mnie w błąd. Nie będąc już przewodniczącą nie mogłam już zwoływać zebrań. Dyrektor Małaczyńska też nie mogła zwołać zebrania. Dlatego napisała o zaproszeniu na spotkanie.

Pan Kłaput nakazał mi zwołanie zebrania, wiedząc że po odwołaniu z funkcji przewodniczącej nie mogę jako członek Rady samodzielnie zwoływać zebrań. Możliwe, że była to z jego strony gra mająca na celu zyskanie mojej przychylności w czasie kontroli przeprowadzonej przez niego w dniach 19-20 grudnia. W mojej ocenie zasadne jest pytanie, czy wizytator Kłaput działał w zmowie z dyrektor Małaczyńską. Nie umiem logicznie wytłumaczyć, dlaczego tak doświadczony wizytator mógł popełnić tak elementarny błąd odnośnie skuteczności odwołania mnie z funkcji przewodniczącej w dniu 29 listopada. Zwracam uwagę, że do 12 lutego 2012 nie otrzymałam protokołu z przeprowadzonej kontroli.

Spotkanie 19 grudnia zwołane z inicjatywy pana Kłaputa miało niejasny status prawny. Nikt z obecnych nie protokołował tego zebrania, choć pan Mundy jako ówczesny sekretarz Rady miał obowiązek sporządzania protokołów.

Kiedy skontaktowałam się telefonicznie z działem prawnym CEA w pierwszej połowie stycznia, okazało się, że tamtejsi prawnicy wcale nie analizowali, czy odwołanie mnie z funkcji Przewodniczącej Rady Rodziców było skuteczne i czy według prawa jestem jeszcze przewodniczącą czy już nie. W mojej ocenie oznacza to, że wizytator Kłaput mówił nieprawdę w rozmowie ze mną 7 grudnia 2011 i podtrzymywał tę nieprawdę w piśmie z 7 grudnia 2011.

Rano 12 stycznia 2012 wysłałam email do pana Kłaputa (załącznik 12), w którym poinformowałam go, że nadal jestem szykanowana przez dyrektor Małaczyńską. Zaledwie dzień wcześniej dowiedziałam się od pani Sowy z CEA, że sprawa dręczenia mojej osoby była rzekomo przez pana Kłaputa badana. Byłam tym mocno zdumiona, ponieważ nie jest to zgodne z prawdą. Spodziewałam się, że kontrola w sprawie szykan dopiero nastąpi. W mailu tym prosiłam też o wyjaśnienie wyników kontroli odnośnie usunięcia mnie z funkcji Przewodniczącej Rady Rodziców. Do 12 lutego 2012 nie otrzymałam pisemnego stanowiska CEA w tej sprawie, a przypomnę, że zarówno w rozmowie telefonicznej 7 grudnia, jak i piśmie z 7 grudnia pan Kłaput tytułował mnie Przewodniczącą i prosił, aby zwołała zebranie Rady Rodziców.

W rozmowie telefonicznej przeprowadzonej 12 stycznia, która trwałą ok. godziny, Wacław Kłaput powiedział, że oprócz spraw Rady Rodziców badał też podniesioną przeze mnie w pismach do CEA sprawę szykanowania i psychicznego dręczenia mnie przez dyrektor Małaczyńską. Nikt z CEA nie informował mnie wcześniej, że kontrola 19-20 grudnia miałaby także dotyczyć kwestii dręczenia mnie przez dyrektor Małaczyńską. Wprawdzie w rozmowie telefonicznej 11 stycznia 2012 z panią Sową, prawnikiem CEA, usłyszałam od niej, że wizytator Kłaput badał także wątek psychicznego nękania mnie jako kierownika sekcji, ale była to pierwsza jakakolwiek wzmianka ze strony nadzoru pedagogicznego, że ten wątek miał być badany. Nie ma najmniejszego śladu na piśmie, że CEA zamierzało uwzględnić w czasie kontroli problem dręczenia mojej osoby. W związku z tym muszę stwierdzić, że CEA w osobie wizytatora Kłaputa wprowadziła mnie w błąd co do przedmiotu kontroli. Być może też ktoś w CEA potwierdził nieprawdę w dokumentach dotyczących kontroli. Na razie nie jestem w stanie tego stwierdzić ze stuprocentową pewnością ani temu zaprzeczyć, ponieważ nie otrzymałam protokołu pokontrolnego.

W rozmowie telefonicznej 12 stycznia 2012 pan Kłaput doradził mi też, abym "nie pchała się tam, gdzie mnie nie chcą". Brzmiało to jak pogróżka, abym zaprzestała jakiejkolwiek aktywności związanej z Radą Rodziców i szerzej, związanej z analizą poczynań dyrektora szkoły.

Pan Mundry, sekretarz Rady Rodziców, w emailu z 1 grudnia 2011 adresowanym do członków Rady, wysłanym z adresu slawomir.mundry@zgora.pgnig.pl o godzinie 14:08, czyli prawdopodobnie w godzinach pracy i z miejsca pracy, napisał
"Jednocześnie proszę Państwa o przyjęcie ewentualnej rezygnacji pani Głuchowskiej z funkcji członka Rady i tym samym umożliwienie jej skoncentrowania się na pracy dydaktycznej."

Biorąc pod uwagę kontekst sytuacji i to, że pisał to ojciec dziecka uczącego się dopiero w pierwszej klasie fortepianu w PSM, a więc osoba nie znająca specyfiki szkoły artystycznej, uznaję, że były to pogróżki pod moim adresem. Pan Mundry działał i nadal działa w zmowie z dyrektor Małaczyńską. Dziś pan Mundry jest nowym przewodniczącym Rady Rodziców.

W połowie stycznia przeprowadziłam rozmowę telefoniczną z panią Sową, prawnikiem CEA, która była wyznaczona przez dyrektora Zdzisława Bujanowskiego do sprawowania nadzoru nad sprawami poruszonymi przeze mnie w pismach do CEA. Pani Sowa powiedziała, że otrzymam protokół pokontrolny. Natomiast pan Kłaput we wspomnianej rozmowie 12 stycznia poinformował, że dyrektor Małaczyńska już podpisała protokół pokontrolny po naniesieniu niewielkich poprawek. Można zatem stwierdzić, że protokół pokontrolny powinnam otrzymać jeszcze w styczniu. Jednak protokołu pokontrolnego nie otrzymałam do dnia dzisiejszego.

Z dzisiejszej perspektywy oceniam, że kontrola przeprowadzona przez Wacława Kłaputa była obarczona poważnymi wadami prawnymi. Pan Kłaput wprowadził mnie w błąd, co do przedmiotu kontroli. Na tej podstawie uważam, że mógł działać w zmowie z dyrektor Małaczyńską.

Dziś jest całkowicie jasne, że Kłaput uczestniczył czynnie w działaniach przestępczych przeciwko Małgorzacie Głuchowskiej. Gdyby nie chciał tego zrobić, po prostu nie mógłby pełnić funkcji wizytatora. W państwie przestępczym nie ma miejsca dla normalnych, porządnych ludzi. Aparat państwowy jest bowiem tożsamy z aparatem przestępczym.

Trzeba też jasno stwierdzić, że wyodrębnienie CEA ze struktury Ministerstwa Kultury to typowy dla instytucji komunistycznych (tu można zamiennie użyć słowa "przestępczych", bowiem są to słowa równoznaczne) outsourcing działań przestępczych i rozłożenie odpowiedzialności na większą liczbę osób.

piątek, 17 czerwca 2016

Zorganizowana przemoc społeczna w Państwowej Szkole Muzycznej w Zielonej Górze

List Małgorzaty Głuchowskiej do Głównego Wizytatora CEA, Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego

mgr Wacław Kłaput
Główny Wizytator
Centrum Edukacji Artystycznej
Zielona Góra, 17 grudnia 2011
Szanowny Panie Wizytatorze,

Przedstawiłam Panu działania trzech osób: Małgorzaty Małaczyńskiej, dyrektor Państwowej Szkoły Muzycznej w Zielonej Górze, Honoraty Górnej, nauczycielki sekcji pianistycznej i Sławomira Mundrego, członka Rady Rodziców, który podjął się pełnienia funkcji Sekretarza Rady. Najszerzej opisałam poczynania pani Małaczyńskiej.

Na forum Rady Rodziców rolę atakujących odgrywali p. Mundry i p. Górna, czyniąc wszystko, by nie dopuścić do normalnej pracy. Swoimi prowokacjami starali się stworzyć jak najwięcej problemów, poczynając od wysuwania absurdalnych żądań na dosłownie każdy temat, odmawiając dyskusji nad regulaminem i nie dopuszczając do jego uchwalenia.

Nigdy nie sądziłam, że kiedykolwiek stanę się obiektem takiego ataku, i to w instytucji podległej Ministerstwu Kultury i Dziedzictwa Narodowego!

Staranne planowanie ataków i prowokacji wskazuje na ścisłe porozumienie między wspomnianymi trzema osobami. Biorąc pod uwagę dość krótki, bo dwuletni, staż p. Górnej w naszej szkole oraz jeszcze krótszy staż p. Mundrego w społeczności szkolnej - zjawił się on jako rodzić w szkole dopiero we wrześniu br., dochodzimy do wniosku, że osoby te łączy bardzo silna więź i poczucie wspólnego interesu w rozbijaniu szkolnej społeczności, wykraczające poza ramy szkolne.

W pismach p. Małaczyńskiej i w e-mailach p. Mundrego podstawowym narzędziem ataku jest usuwanie mojej tożsamości. Nieużywanie mojego nazwiska, pomijanie pełnionych przeze mnie funkcji bądź pisanie ich małą literą. Jasny jest ostateczny cel ataku: zniszczyć rozpoznawalność zaatakowanej osoby, jej dobre imię, doprowadzić wręcz do anihilacji jej autorytetu. Dlaczego? Niezależne środowiskowe autorytety są bowiem najważniejszą przeszkodą w funkcjonowaniu grup takich, jak opisana przeze mnie. Działalność tych osób wykazuje wysoki stopień zorganizowania. Wspólnie i w porozumieniu są w stanie uczynić praktycznie wszystko, byleby tylko przejąć kontrolę nad wszystkimi podmiotami szkoły, nie licząc się z nikim i z niczym, poza patologicznym interesem swojej grupy.

Celem uzupełnienia dokumentacji załączam dwie najnowsze wiadomości rozesłane przez p. Małaczyńską i p. Mundrego.

Z poważaniem,
Małgorzata Głuchowska

Do wiadomości: Krystyna Karcz, Starszy Wizytator CEA Regionu Lubuskiego

środa, 15 czerwca 2016

Kot Schroedingera

Tekst listu Małgorzaty Głuchowskiej do premier B. Szydło z 7 grudnia 2015

Beata Szydło
Premier RP
Al. Ujazdowskie 1/3
00-583 Warszawa

Zielona Góra, 7 grudnia 2015

Szanowna Pani Premier,

Informuję o łamaniu w Polsce praw człowieka i praw konstytucyjnych. Jako narzędzie ataku i przemocy społecznej wykorzystywana jest także służba medycyny pracy. Jej gorliwi funkcjonariusze bez wahania łamią prawo i fałszują dokumentację, jeśli takie są polecenia i oczekiwania organizacji przestępczej.

Szczegółowe informacje o rozmiarach patologii przekazywałam D. Tuskowi, B. Komorowskiemu i E. Kopacz. Wbrew głośnym deklaracjom publicznym władze nie chcą poważnego traktowania zapisów Konstytucji RP i Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej. Konstytucja i Karta Praw Podstawowych są dobre tylko wtedy, kiedy obywatel z nich nie korzysta.

26 października 2015 zostałam skierowana przez dyrektor szkoły, w której pracuję, na badania profilaktyczno-kontrolne w związku ze zwolnieniem lekarskim przekraczającym 30 dni. Zwolnienie było wystawione przez lekarza rodzinnego.

Lekarz Wojewódzkiego Ośrodka Medycyny Pracy w Zielonej Górze M. Ryngier poinformował mnie ustnie, że muszę się poddać badaniu psychiatrycznemu w związku z pismem, jakie wpłynęło od dyrektor szkoły do dyrektor WOMP. Jednak to pismo nie zostało mi przedstawione. Lekarz zagroził, że jeśli nie zgłoszę się do psychiatry, on nie podpisze orzeczenia o zdolności do pracy. Skierował mnie do pokoju 14, w którym miał przyjmować psychiatra. Na drzwiach tego pokoju nie było żadnych informacji o tym, kto w nim urzęduje i w jakich godzinach. Kiedy weszłam do środka i przedstawiłam się, mężczyzna siedzący za biurkiem nie odpowiedział na moje powitanie i nie przedstawił się. Milczał. Następnie wyciągnął kartkę papieru i demonstracyjnie ją czytał (lub udawał, że czyta), trzymając ją tak, bym nie mogła dojrzeć, co się na niej znajduje. Czytał i dość długo milczał.

Psychiatra nie przeprowadził żadnych badań. Nie zrobił niczego, co można byłoby uznać za wywiad lekarski. Nie mógł tego przecież zrobić w czasie dwóch kilkuminutowych „widzeń”. Na jego zlecenie musiałam udać się do wskazanej pani psycholog. Psycholog nie wykonała żadnych badań ani testów pisemnych. Podczas dwóch ok. półgodzinnych rozmów brak było jakichkolwiek symptomów badania, racjonalnego myślenia i działania.

Zapoznałam się z przepisami regulującymi badania wykonywane przez służbę medycyny pracy w Polsce i za granicą. Zielonogórski WOMP nie spełnił podstawowych wymagań. Zamiast pomagać i zastanowić się nad środowiskiem pracy, w którym nauczyciel jest przedmiotem znęcania się psychicznego, postąpił wbrew etyce lekarskiej. Służba medycyny pracy jest wykorzystywana w Polsce jako represyjne narzędzie władzy. Możemy ją nazwać władzą medyczną, bo z opieką nie ma nic wspólnego. Ten rodzaj „opieki” medycznej ma swój ideowy rodowód w obozach koncentracyjnych, a nie w pełnej poświęcenia służbie człowiekowi.

Pismo dyrektor szkoły do WOMP udostępniono mi dopiero 17 listopada 2015. Zacytowane są w nim wyrwane z kontekstu słowa z mojego listu do premiera D. Tuska z 2012 roku. List nie stracił aktualności i trzeba go czytać w całości. Dyrektor szkoły podjęła pracę w naszej instytucji 1 września 2013, prawie rok po dacie mojego listu do Tuska. Iście bolszewicka gorliwość pani dyrektor znamionuje narrację, do której należy. Jest to narracja dozorców. Ja i mój mąż reprezentujemy narrację odmienną. Załączam Komunikat nr 8 „Dezinformuj i karz” z 1 lutego 2014 i Komunikat nr 26 „Mord społeczny w Polsce” z 14 lipca 2015. Oba zostały szeroko rozesłane do władz różnych szczebli i instytucji publicznych. W sprawach ważnych nie zamierzamy milczeć, czy się to komuś podoba, czy nie.

WOMP nie wydał orzeczenia o zdolności bądź niezdolności do pracy. Według funkcjonariuszy WOMP nie wiadomo, czy Małgorzata Głuchowska jest zdolna do pracy czy też nie. Trochę jest zdolna do pracy, a trochę nie. W fizyce kwantowej określa się taki stan jako superpozycję stanów. Erwin Schrödinger przedstawił w 1935 roku Gedankenexperiment, którego celem było wyjaśnienie niektórych paradoksów mechaniki kwantowej. Jeśli w pudełku znajduje się kot, to aby stwierdzić, czy jest on żywy czy martwy, należy zajrzeć do środka. Do tego czasu jego stan można określać jako kombinację liniową dwóch funkcji: funkcji kota żywego i funkcji kota martwego.

Wielokrotnie mieliśmy do czynienia z podobnymi paradoksami w kontakcie z aparatem prześladowczym udającym aparat państwowy. Najczęściej dotyczyło to informacji i faktów, których istnienie i jednoznaczna wymowa nie powinny być przedmiotem sporu. Okazywało się jednak, że dokumenty w instytucjach publicznych są często manipulowane. Czytelnicy twórczości Stanisława Mackiewicza powiedzieliby, że informacja i fakty są fabrykowane zgodnie z bieżącymi potrzebami dynamiki rewolucyjnej, jak opisał to w książce „Myśl w obcęgach”.

Warto wspomnieć, że 25 marca 2014 po przeprowadzeniu okresowych badań kontrolnych ten sam WOMP wydał orzeczenie o zdolności do pracy ważne do 25 marca 2018.

Uważny obserwator życia publicznego i społecznego wie, że decyzje władzy jaskrawo krzywdzące człowieka po pewnym czasie stają się bardzo niewygodne, co wymaga dalszych manipulacji i dalszych kłamstw. Dlatego cały wysiłek ukierunkowany jest na złamanie odporności psychicznej i pewności siebie osoby zaatakowanej, by ułatwić dokonanie mordu społecznego. Przypomnijmy o wykorzystywaniu psychiatrii w Związku Radzieckim do likwidowania osób krytykujących władze i o roli, jaką odegrali w tych prześladowaniach Andrei Vyshinsky oraz Andrei V. Snezhnevsky.

W piśmie do premiera Tuska wspomniałam o postaci K. Woźniaka. Jego podpis widnieje w załączniku 11. Natomiast w piśmie do prezydenta Komorowskiego zdanie „Dokumentacja ta została bezprawnie udostępniona osobie postronnej niezwiązanej z procedurą awansową” dotyczy dzisiejszej dyrektor PSM w Zielonej Górze R. Lato. W chwili, w której dokumentacja mojego awansu zawodowego była udostępniona pani Lato, nie była ona w żaden sposób związana z naszą szkołą ani z CEA.

W kolejnych załącznikach znajdują się wszystkie dokumenty, jakie wydano mi w WOMP. We wniosku zaznaczyłam, że proszę o wydanie „wszystkich dokumentów dotyczących mojej osoby”. W dolnej części wniosku znajduje się data oraz mój podpis. Jest to jedyny dokument, jaki przedłożono mi do podpisania w WOMP w czasie od 29 października do 17 listopada 2015.

Jestem jednym z najlepszych pedagogów szkoły, o czym świadczą wyniki moich uczniów, zdobywane przez nich laury na konkursach krajowych i międzynarodowych oraz liczne świadectwa materialne dotyczące mnie jako człowieka, nauczyciela i pianisty. Poziom mojego nauczania nie obniżył się nawet w okresach najgorszych represji.

Praca pedagoga i pianisty w szkole muzycznej jest bardzo intensywna. Wymaga nieustannego skupienia, zaangażowania i ciągłej pracy zarówno nad uczniami, jak i nad sobą. Bardzo często gram publicznie zarówno w Zielonej Górze, jak i innych miastach naszego kraju. Muzyka jest moją pasją. Wzmacnia mnie wewnętrznie, inspiruje do stawiania czoła wszelkim przeciwnościom. Podobnie jest ze wsparciem osób najbliższych. Są to dość oczywiste fakty psychologiczno-społeczne.

Żyjemy jednak w miejscu zagłady cywilizacji, a w nowej narracji publicznej narzucanej przemocą od 1945 zlikwidowano także i oczywistość prawd najprostszych. Wszystko bowiem podporządkowano nowej organizacji przestępczej podszywającej się pod aparat państwowy.

Zarówno przebieg psychicznego znęcania się nade mną, jak i fałszerstwa i matactwa osób związanych z tą nadzwyczajną sprawą od 2011 roku są starannie udokumentowane, m.in. w postaci zeznań złożonych w prokuraturze rejonowej w Zielonej Górze.

Sprawa prześladowania naszej rodziny jest bardzo niewygodna. Jej ujawnienie obala całą piramidę mitów.

Z poważaniem,
Małgorzata Głuchowska

Załączniki

1. List do D. Tuska z 14 listopada 2012
2. List do B. Komorowskiego z 13 lutego 2013
3. Komunikat nr 8 z 1 lutego 2014
4. Komunikat nr 26 z 14 lipca 2015

oraz cała dokumentacja udostępniona mi przez WOMP:

5. Skierowanie na badania z 26 października 2015
6. Karta badania z 29 października 2015
7. List dyrektor R. Lato datowany na 29 października 2015
8. Karta badania profilaktycznego. Widnieją tam daty 29 października, 2 listopada, 17 listopada 2015 oraz w jednym miejscu pieczątka i podpis lekarza M. Ryngiera
9. Zaświadczenie lekarskie z 2 listopada i wynik EKG z 3 listopada 2015
10. Polecenie skontaktowania się z psychologiem z 3 listopada 2015 podpisane przez M. Ryngiera
11. Dwustronicowy bełkot psychiatry K. Woźniaka. Widnieją tam daty 2015.11.03 i 2015.11 (dzień miesiąca nie został wpisany) oraz pieczątka i podpis Woźniaka
12. Tzw. opinia psychologiczna podpisana przez S. Sobkowską datowana na 16 listopada 2015
13. Zaświadczenie lekarskie zielonogórskiego WOMP-u wydane 25 marca 2014 poświadczające zdolność do pracy wobec braku przeciwskazań zdrowotnych ważne do 25 marca 2018
14. Wniosek do WOMP o wydanie dokumentów z 17 listopada 2015
15. Rachunek WOMP za usługę ksero z 17 listopada 2015

List Małgorzaty Głuchowskiej do Prezydenta, 14 października 2012

Bronisław Komorowski
Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej
ul. Wiejska 10
00-902 Warszawa

Zielona Góra, 14 października 2012

Szanowny Panie Prezydencie,

Od roku, po dwudziestu latach wzorowej pracy i nienagannej postawy społecznej, jestem celem serii prowokacji zaaranżowanych w celu zlikwidowania mojej egzystencji zawodowej i społecznej. Ja i moja rodzina cierpimy wskutek tego ogromne straty zdrowotne, moralne i finansowe. Jestem nauczycielką fortepianu w szkole muzycznej I i II stopnia. Staram się jak najlepiej wykonywać swoje obowiązki. Przekazuję swoją wiedzę i pasję zawodową młodemu pokoleniu.

Oboje z mężem, profesorem uniwersyteckim, staramy się dać Polsce to, co najlepsze. Jesteśmy dobrze wykształceni, kreatywni i ambitni. Wychowani zostaliśmy na ludzi wrażliwych, łatwo nawiązujących kontakt z podopiecznymi i współpracownikami. Pochodzimy z rodzin utożsamiających się z tradycyjnymi wartościami, na których nasi przodkowie zbudowali Polskę.

We wrześniu 2011 przystąpiono do likwidacji Małgorzaty Głuchowskiej. Zgotowano mi piekło na ziemi. Dokumentacja tego procesu jest w posiadaniu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. MKiDN otrzymywało ode mnie informacje i dokumenty na bieżąco. Proces ten przebiegał więc za wiedzą i, jak wskazuje przebieg wydarzeń, pełną aprobatą rządu.

Państwo, jego społeczność to zbiór jednostek. Znęcanie się nad jednym choćby obywatelem jest działaniem na szkodę Państwa. Jest to totalitaryzm nowego typu, dyktatura różniąca się od komunizmu nazwą, kolorem dekoracji i zestawem kłamstw stale powtarzanych publicznie, ale nie ulega wątpliwości, że jest to dyktatura. Pierwszymi ofiarami dyktatury są podstawowe prawa jednostki, jego godność i dobre imię.

Oficjalna propaganda ostatnich dwudziestu lat próbowała nam wmówić, że jest to czas najlepszy dla Polski w ciągu całego tysiąclecia jej historii. Jest to nieprawda wynikająca z pominięcia najbardziej oczywistych faktów z codziennego życia naszego kraju. Żyjemy w państwie totalitarnym, w którym nie obowiązują żadne prawa, bezwzględnie niszczeni są ludzie  ich zdrowie, życie osobiste i kariery zawodowe. Moje doświadczenia wskazują, że w Polsce nie działają żadne instytucje, które miały stać na straży prawa. Nie reagują też najwyższe władze państwowe. To dowodzi słuszności mojej oceny sytuacji.

Z wyrazami szacunku,
Małgorzata Głuchowska

Do wiadomości:
Donald Tusk, Premier RP
Bogdan Zdrojewski, Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego

czwartek, 9 czerwca 2016

Niszczenie dziedzictwa narodowego

Ostatnio jedna z gazet doniosła, że na obrzeżach Warszawy zniszczono dziewiętnastowieczną willę. Dokonał tego inwestor, który kupił tę nieruchomość wcześniej. Budynek był zaniedbany i wymagał gruntownego remontu. Był jednak zarejestrowany w rejestrze zabytków i żadna zmiana jego formy architektonicznej nie była możliwa. Remonty takich obiektów wymagają uzyskania zezwolenia i mają przebiegać pod nadzorem wojewódzkiego konserwatora zabytków. Rozbiórka budynku jest absolutnie niedopuszczalna.

Zabytkowa willa została jednak najpierw zburzona, a następnie usunięta z rejestru zabytków przez ministra kultury i dziedzictwa narodowego.

Złamano prawo. Część historycznego dziedzictwa zniknęła. Takie historie powtarzają się w Polsce regularnie. Dlaczego tak się dzieje?

Odpowiedź jest prosta. Kontynuowany jest proces stopniowego usuwania dziedzictwa sprzed 1945 roku. Ten sam proces realizowano przed rokiem 1990. Jest to planowe wymazywanie przeszłości sprzed drugiej wojny światowej. Wykonywane jest krok po kroku, aby sprawić wrażenie, że jest to ciąg niefortunnych okoliczności. W teorii prawo i odpowiednie władze muszą temu zapobiec. Jednakże stosowanie prawa w Polsce podlega regułom dynamiki rewolucyjnej, jak ujął to Stanisław Mackiewicz w książce “Myśl w obcęgach”. Czasem prawo jest stosowane, a czasem nie jest.

Główną różnicą między niszczeniem przeszłości dokonywanej przed 1990 i po 1990 jest rodzaj wymówek używanych przez władze. Podstawową wymówką po 1990 jest kapitalistyczna samowola deweloperów. Jednakże prawdziwa przyczyna w większości przypadków, jeśli nie we wszystkich, jest ta sama, co przed 1990.

Upadek rozumu

W 2000 roku Instytut Hoovera opublikował książkę "The Collapse of Communism". Znajduje się w niej artykuł Zbigniewa Brzezińskiego "The Grand Failure", który został napisany na podstawie jego książki z 1989 pod tym samym tytułem. Artykuł rozpoczyna się następująco.

“A single crucial fact is the key to understanding the fall of communism in Eastern Europe: Marxism-Leninism was an alien doctrine imposed on the region by an imperial power whose rule was culturally repugnant to the dominated peoples. As a result, a process of organic rejection of communism by East European societies – a phenomenon similar to the human’s body rejection of a tranplanted organ – ensued. This process played out in a contest between national forces seeking ways to free their societies from Moscow’s dogma and Soviet attempts to develop new ways to retain ultimate control over region’s destiny.”

Ta interpretacja jest niepoprawna, niezgodna z rzeczywistością.

Komunizm nie upadł. Zamiast mówić o "upadku komunizmu", należy mówić o upadku rozumu wśród obserwatorów komunizmu. Komunizm został poddany restrukturyzacji kontrolowanej całkowicie przez komunistów i częściowo subsydiowanej przez demokracje zachodnie. Władza pozostała w tych samych rękach. Państwa komunistyczne były organizacjami przestępczymi i takimi pozostały. Zakres działalności nielegalnej określanej słowem "przestępczy" nie jest taki sam, jak w demokracjach zachodnich. W Polsce mamy do czynienia z rodzajami działalności przestępczej, które nie istnieją na Zachodzie. Jest to spowodowane tym, że struktury władzy komunistycznej pozostały bez zmian.

Symbolizm komunistyczny sprzed 1990 został zastąpiony symbolizmem religijnym. Jest to jednak tylko kamuflaż. Symbolizm religijny w wykonaniu polskiego aparatu państwowego odgrywa rolę munduru polowego. Jest kamuflażem. Jest to broń w służbie falsyfikacji życia publicznego, a nie religijna gorliwość aparatczyków politycznych.

Leninowi przypisuje się powiedzenie “kapitaliści sprzedadzą nam linę, na której ich powiesimy". Okazało się, że Lenin był pesymistą. Komuniści nie muszą kupować liny u kapitalistów zachodnich. Zachód dostarcza linę bezpłatnie.

wtorek, 7 czerwca 2016

Fałszyści w Unii Europejskiej i w NATO

Obserwatorzy zachodni nie zdają sobie sprawy z tego, jak głęboko przestępcza jest działalność aparatu państwowego w Polsce, niezależnie od tego, kto aktualnie sprawuje władzę. Unia Europejska i NATO umożliwiają funkcjonariuszom polskiego państwa przestępczego współudział w decydowaniu o sprawach Unii i NATO poprzez ich instytucje. Oznacza to, że ludzie odpowiedzialni za państwo przestępcze uczestniczą w wyznaczaniu reguł i w podejmowaniu decyzji, którym mają podporządkować się państwa demokratyczne.

Ta sytuacja wywrze negatywny wpływ zarówno na sytuację w Europie, jak i w NATO. Zachodnia klasa polityczna jest bardzo naiwna odnośnie sytuacji w państwach Europy Wschodniej. Słowem kluczowym jest  w tym kontekście "falsyfikacja".

Istota rzeczy pozostała bez zmian. Związek zawodowy Solidarność został stworzony przez komunistyczne służby wywiadowcze w celu dokonania kontrolowanych zmian dekoracji publicznych, bez uszczerbku dla zakresu sprawowanej władzy i z podtrzymaniem pełnej kontroli sytuacji. Partie polityczne w Polsce są tworami całkowicie fałszywymi.

NKWD ma swoich następców w Polsce

LS Borkowski

Komunikat 35, Polska, 25 kwietnia 2016

Prześladowanie z powodów politycznych w Polsce

Jesienią 2015 zostaliśmy oboje równocześnie pozbawieni pracy z powodów politycznych po wielu latach prześladowań i różnego rodzaju prowokacji. Dra hab. Lecha Borkowskiego wyrzucono z pracy na Uniwersytecie w Poznaniu, a Małgorzatę Głuchowską – z Państwowej Szkoły Muzycznej I i II stopnia w Zielonej Górze. Zastosowano metody typowo komunistyczne.

Po powrocie LB do Polski po uzyskaniu doktoratu z fizyki na University of Florida nieustannie poniżano go i uniemożliwiano normalną pracę zgodnie z jego wykształceniem i kwalifikacjami. Przyczyną prześladowań jest postawa jego rodziców skazanych w 1945  i 1949 roku przez trybunał wojenny NKWD na długoletnie więzienie w obozie koncentracyjnym. LB jest dumny z postawy swoich rodziców, był zawsze przeciwny dyktaturze komunistycznej i nie uznawał dla niej żadnego wytłumaczenia. [...]

Pełny tekst w witrynie lsborkowski.com/pol/

poniedziałek, 2 maja 2016

Krosno Odrzańskie, Armia Czerwona

Miasto na zachodzie Polski.


Skrzyżowanie ulic.




poniedziałek, 25 kwietnia 2016

List MG do Ministra Sprawiedliwości 21 marca 2016

Z listu MG do Ministra Sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego.

21 marca 2016

[...]
Polowanie na mnie w miejscu pracy szczególnie nasiliło się od września 2011. Już w roku szkolnym 2011/2012 zawiadamiałam Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Bogdana Zdrojewskiego o patologii w zarządzaniu szkołą artystyczną, fałszerstwach i znęcaniu się nade mną w miejscu pracy. Ministerstwo jednak otoczyło lokalnych przestępców troskliwą opieką.

Ponieważ dość szybko zorientowałam się w sytuacji, złożyłam doniesienie do zielonogórskiej prokuratury w styczniu i lutym 2012. Moje zeznania dotyczyły osób i funkcjonariuszy lokalnych, a także pracowników MKiDN z Warszawy i Bydgoszczy.

Jednak prokurator S. sfałszował moje zeznania i umorzył sprawę, a pisemną informację przekazaną mu pocztą kurierską w lutym 2012 całkowicie pominął. Okazało się więc, że prokuratura także chroni przestępców. Można zatem było spodziewać się kontynuowania represji zmierzających do zamordowania mnie jako istoty społecznej i wyrzucenia z pracy.

Poinformowałam o tym wyczerpująco D. Tuska i B. Komorowskiego. Okazało się, że i oni chronią przestępców.

Represje w pracy trwały nadal. Nadal zmuszano mnie do czynności sprzecznych z prawem, do fałszowania dokumentacji. Poniżano mnie, zastraszano i znęcano się nade mną psychologicznie.

Kiedy ministrem została Małgorzata Omilanowska, sytuacja nie zmieniła się. Treści zawarte w listach do premier Kopacz były przekazywane bezpośrednim oprawcom, a oni maltretowali ze zdwojoną energią. Byli pewni absolutnej bezkarności i poparcia na szczytach władzy.

Towarzysz W.

Postać towarzysza Wolskiego, skrajnie uprzywilejowanego członka nomenklatury komunistycznej, doskonale ilustruje manipulacje nastrojów społecznych dokonywane przez komunistów. Komuniści sami utworzyli "opozycję" do swojej dyktatury w latach 1970-ch w Polsce.

Związek zawodowy Solidarność został utworzony przez dyktaturę komunistyczną.

niedziela, 3 kwietnia 2016

Przemoc zorganizowana w Polsce

Załączony tekst pochodzi z listu Małgorzaty Głuchowskiej do osoby znanej w życiu publicznym w Polsce i w USA, napisanego w maju 2013.

Tortury psychiczne zadawano mi metodycznie, dzień po dniu, w sposób przemyślany i zaplanowany. Przez długi czas. Stawiano w sytuacjach praktycznie bez wyjścia. Nakazywano, abym składała publiczne podziękowania oprawcom. Nakłaniano do działań niezgodnych z prawem. Wielokrotnie zmuszano do wyjaśniania spraw, które wyjaśniłam już wcześniej. Dręczono zarzutami, że nie zrobiłam czegoś, mimo że de facto nie pozwolono mi tego zrobić. Oczerniano, pomawiano o kradzież, poniżano w oczach pracowników szkoły, uczniów, ich rodziców i całego środowiska artystycznego. Prześladowania trwały także poza pracą. Nękano mnie i zastraszano telefonami, mailami, listami i wiadomościami SMS. Próbowano odrzeć mnie z honoru, godności i człowieczeństwa. Działania te przypominały gwałt zbiorowy z tą różnicą, że był to gwałt nie na ciele, lecz na mojej duszy.
Maltretowana niemal codziennie rozpaczliwie szukałam pomocy, zawiadamiając osoby i instytucje, które rzekomo powołano w celu przestrzegania prawa, dbania o poszanowanie godności i bezpieczeństwa obywateli. Okazuje się, że w Polsce instytucje takie nie wykonują swoich zadań. Działają one przeciwko ofierze na rzecz oprawców. Całe rzesze funkcjonariuszy pracują nad powolną egzekucją ofiary. Są wśród nich przedstawiciele władz, ministerstw, prokuratury, związków zawodowych, prawnicy i lekarze.
Oprawcy postępują według gotowych scenariuszy, dobrze wyćwiczonych schematów. Podstawowym narzędziem są różnego rodzaju prowokacje i dążenie do zniszczenia psychiki ofiary. Zastawiane są pułapki, w które ma wpaść zaatakowany. Atak prowadzony jest zwykle z kilku stron jednocześnie. Wśród oprawców jest koleżanka ze szkolnej ławy, przyjaciółka z rodzinnego miasta, ludzie których znam od lat oraz ludzie całkowicie mi obcy. Na twarzach bezpośrednich oprawców malowało się zadowolenie i satysfakcja tym większa, im większy odczuwałam ból. Pewni swojej bezkarności nie mieli żadnych zahamowań i skrupułów.

sobota, 2 kwietnia 2016

Funkcjonariusz W.

Żołnierz Wolności, 12 czerwca 1968

Robert Kennedy, ubiegający się o nominację Partii Demokratycznej w wyborach na prezydenta USA, zmarł 6 czerwca 1968 w wyniku ran odniesionych po zamachu w Los Angeles dokonanym poprzedniego dnia. Po jego śmierci na drugiej stronie Żołnierza Wolności z 12 czerwca 1968 ukazał się wiersz odnoszący się do zabójstw Johna Kennedy'ego, Martina Luthera Kinga i Roberta Kennedy'ego.


Autor wiersza miał 21 lat w chwili opublikowania go. Umieszczenie wiersza w głównym organie wojskowym dyktatury komunistycznej jest oznaką najwyższego zaufania i zapowiedzią kariery.

W latach siedemdziesiątych pracował w radio, w którym pełnił przez pewien czas funkcję sekretarza Podstawowej Organizacji Partyjnej PZPR. Po 1990 prezentowany był jako człowiek o sympatiach "prawicowych". Był szefem pierwszego programu radia od 2006 do 2007. Dziś publikuje m.in. w "prawicowych" tygodnikach. Od stycznia 2016 jest prezesem warszawskiego oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Jego kariera ilustruje fikcję "przemian" w Polsce.